The Rotary Foundation is the best steward for your money. Here’s why. In 2016, The Rotary Foundation received the highest possible score from Charity Navigator – 100 of 100 points – for its strong financial health and commitment to accountability and transparency. It was the ninth straight year the Foundation earned a four-star rating
The primary goal of Rotary Youth Exchange is providing young people with opportunities to experience a cultural exchange and to develop as leaders who promote peace and justice around the world. To achieve this, everyone involved in an exchange — including students and volunteers — must be open-minded, tolerant, and supportive of one another.
Top 10 Reasons to Join a Rotary Club. Professional Networking. A founding principle of Rotary was to meet periodically to enjoy camaraderie and enlarge one’s circle of business, community and professional acquaintances. As the oldest service club in the world, Rotary club members represent a cross-section of the community’s owners
Do you have questions about how to use My Rotary, the online platform for Rotary members and clubs? Find answers to common queries about logging in, updating your profile, managing your club, and more. Visit the Rotary.org: Frequently Asked Questions page and learn how to make the most of My Rotary.
To tylko jedno z wielu pytań, które zadawali sobie i słuchaczom prelegenci naukowo-biznesowej Konferencji Rotary Club Bydgoszcz. Pierwszy przemawiający – prof. dr Karol Sikora – opowiedział m.in. o problemach dotyczących tradycyjnych materiałów, np. omówił kwestię światowego niedoboru piasku.
Rotary International, Mason City Rotary Club: Employer Identification Number (EIN) 420674902: Name of Organization: Rotary International: Secondary Name: Mason City Rotary Club: In Care of Name: Mary Hackman Glenn: Address: PO BOX 1802, Mason City, IA 50402-1802: Activities
Por su origen masónico, por sus probadas hostilidades hacia la Iglesia Católica y por su código moral, tan parecido, en casi su totalidad al de la masonería
IkKDWh. Historia masonerii pełna jest zwrotów i zawirowań. W Polsce jej działalność bywała legalna albo surowo zakazana. Wśród jej członków było wiele znanych osób. Po 1989 roku działa bez przeszkód i się rozwija, choć ruchem masowym nie była i pewnie nie będzie - pisze Marek wydarzenie miało miejsce przed pomnikiem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Wśród oficjalnych delegacji składających kwiaty z okazji Święta Niepodległości znalazła się jedna o bardzo zaskakującym składzie. Tworzyli ją Wielki Mistrz, Wielki Dozorca, Wielki Sekretarz i Czcigodny Mistrz. Wystąpili tam w imieniu Wielkiej Loży Narodowej Polski. - Po raz pierwszy w wolnej Polsce na zaproszenie władz wystąpiliśmy jawnie podczas państwowych uroczystości. Podobnie było podczas 70. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim - mówi jeden z członków delegacji należący do krakowskiej to niejedyny przejaw coraz większej aktywności masonerii, także w Krakowie. Niedawno odbyło się "zapalenie świateł" w kolejnej loży masońskiej, reprezentującej Wielki Wschód Polski, czyli nurt małej krakowskiej williOd lat ok. 30-osobowa grupa krakowskich masonów spotyka się regularnie w należącej do jednego z nich willi położonej w krakowskim Podgórzu. Ich loża nazywa się "Przesąd Zwyciężony". To tutaj w ubiegłym roku wybrano kolejnego Wielkiego Mistrza WLNP, którym został Aleksander tutaj masoni odbywają swoje rytuały, osiągają kolejne stopnie wtajemniczenia, dyskutują. Zakazane są tylko dyskusje o religii - choć tradycyjne odłamy wymagają od członków wiary w Boga, ale konkretne wyznanie to już osobista sprawa każdego z braci - i na temat bieżącej Wcześniej szukałem, może nawet podświadomie, osób aktywnych życiowo, osiągających sukcesy w pracy zawodowej, ale żyjących po coś więcej niż tylko dla kasy, zdolnych do refleksji nad swoim postępowaniem, ale nie narzucających innym swego światopoglądu. W pewnym momencie poznałem taką osobę. Należała ona do masonerii. Tak trafiłem do loży. Masoneria okazała się sposobem na życie - opowiada jeden z krakowskich masonów, z zawodu Co do zasady jesteśmy otwarci, nie ukrywamy naszych zasad, jesteśmy zarejestrowanym stowarzyszeniem, mamy stronę internetową, udzielamy wywiadów. To, czym nie chcemy się podzielić, to szczegóły rytuału masońskiego, ale to ze względu na tradycję. Spora część członków nie ukrywa swojej przynależności do wolnomularstwa w swoim otoczeniu, z drugiej jednak strony nie afiszuje się nią - tłumaczy jeden z członków władz w Rotary Club- Pełen podejrzeń stosunek do masonerii w Polsce powoli się zmienia i to paradoksalnie także dzięki papieżowi niechętnych ruchom masońskim księży musiało ze zgrozą usłyszeć, że nowy papież jako kardynał został członkiem honorowym Rotary Clubu w Argentynie. Tę działającą również w Polsce organizację łączą z wolnomularstwem podobieństwo wyznawanych wartości czy używanej symboliki. Rotary nie jest jednak organizacją masońską. Ponadto nowy papież należy do zakonu, który kilka razy w swej historii był wyznaczany do szukania kontaktów z masonami, ostatnio pół wieku temu przez Pawła VI. Misja nie powiodła się, ale na jezuitach pozostała dla wielu katolików "łatka" zakonu utrzymującego podejrzane kontakty z masonami - tłumaczy dr hab. Łukasz Sroka, historyk z krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego od lat zajmujący się historią masonerii, także w Tutaj masoneria nigdy nie była zbyt silna, jednak odgrywała rolę zaplecza intelektualnego dla całego ruchu w kraju. Podobnie zaczyna się dziać w ostatnich latach - ocenia dr historia wolnomularstwa czyli ruchu, którego deklarowanym celem jest doskonalenie moralne człowieka, a jednak otoczonego najrozmaitszymi teoriami spiskowymi - zaczyna się od Oświecenia, to jej prapoczątków wolnomularze szukają nawet w biblijnym raju, bo tam masonem miał być Adam, podobnie jak Noe, a później także budowniczy świątyni Salomona czy egipskich piramid i średniowiecznych katedr. Wszyscy oni znali tajniki sztuki architektonicznej, dzięki którym potrafili wznosić budowle o skali niepojętej dla współczesnych, a także tajemniczą doktrynę o Wielkim Budowniczym Wszechświata. Wit StwoszW Krakowie dla ruchu masońskiego taką legendarną postacią jest Wit loża wolnomularska pojawiła się w Krakowie w roku 1760. W roku 1786 pojawiła się loża o nazwie "Przesąd Zwyciężony", której współczesną kontynuatorką czuje się loża spotykająca się we wspomnianej willi po prawej stronie pierwszej loży o tej nazwie została wygaszona po 4 latach i wznowiona w roku 1810, po utracie przez Polskę państwowości. Wtedy miała siedzibę przy ul. Kopernika 25, gdzie dzisiaj mieści się Instytut Pielęgniarstwa Collegium Medicum opiekowali się, z zakonem kapucynów, chorymi i jeńcami wojennymi. W 1822 do loży należało już 380 osób. Jednak została znów rozwiązana, a majątek, już pokaźny, przekazała zakonom sióstr miłosierdzia i 1936 roku odrodziła się loża "Przesąd Zwyciężony". Należało do niej ok. 20 osób, w tym wybitni artyści, prawnicy, prof. Jerzy Langrod z UJ. W 1938 prezydent Ignacy Mościcki wydał dekret, który delegalizował masonerię. Próby jej reaktywowania w Krakowie nastąpiły w 1946 roku, ale bez powodzenia. W czasach PRL w 1961 roku w Warszawie powstała konspiracyjna loża Kopernik. Należeli do niej pisarz Antoni Słonimski i słynni opozycjoniści tamtych czasów - socjalista Jan Józef Lipski i Jan Olszewski, później premier w III mistrz WildsteinPo 1989 roku roku konspiracyjna loża Kopernik została podzielona na trzy, wśród których znalazł się "Przesąd Zwyciężony". Loża zaczęła działalność w 1991 roku. Jej pierwszym Czcigodnym Mistrzem był obecny prawicowy publicysta Bronisław Wildstein. Do masonerii przystąpił we Francji. Kiedy przewodził loży, kierował Radiem Kraków. Od lat twierdzi publicznie, że odszedł z masonerii. - Nasze szeregi rosną powoli, o parę osób rocznie. Wyraźne, ale krótkotrwałe "piki" zainteresowania obserwujemy przy okazji takich wydarzeń jak ukazanie się powieści "Kod Leonarda da Vinci" - mówi jeden z braci . W 1991 roku w Krakowie powstała loża "Gabriel Narutowicz". Wielki Wschód Polski powstał w 1997 roku i teraz przygotowuje się do "rozpalenia świateł" w swej pierwszej loży w Krakowie . Jej nazwa odwołuje się do postaci urodzonego koło Nowego Sącza Michała Sędziwoja, XVI-wiecznego lekarza i znanego w Europie alchemika, dyplomaty i z głównych dziś odłamów masonerii, to założony w końcu XIX w. we Francji Międzynarodowy Zakon Mieszany "Le Droit Humain". Podziały terytorialne także w masonerii tracą jednak powoli sens. Wielki Wschód Polski zdecydował się przed rokiem na eksperyment. Powołał swą dziesiątą w Polsce lożę "Witelon". Od swoich członków wymaga między innymi, by dysponowali dostępem do... internetu. Działalność w tradycyjnych lożach wymaga np. obecności raz na dwa tygodnie w spotkaniach loży, udziału w imprezach integracyjnych takich jak bankiety noworoczne czy rodzinne internetowyCzłonkowie korespondencyjnej loży "Witelon" muszą jedynie dwa razy do roku przyjeżdżać do Warszawy na trzydniowe sesje i jedną imprezę integracyjną. Za to elektronicznie będą mogli przygotowywać referaty. Dyskusje nad nimi będą odbywać się w Krakowa, w Ustroniu w Beskidzie Śląskim pojawiła się loża stosunkowo młodego odłamu masonerii - Wielkiej Loży Kultur i Duchowości. Założyli ją bracia, którzy odeszli z wolnomularstwa tradycyjnego i dopuścili również kobiety. Działa ona w sposób bardzo otwarty. Na jej budynku widnieje godło loży z wyraźnie rozpoznawalnymi symbolami za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytajCodziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+
STRATEGIA DZIAŁANIA MASONERII ROTARY CLUB I INNE LOŻE WOLNOMULARSKIE Mówić o masonerii dzisiaj, to narażać się na posądzenie o fobie anty masońskie, o chęć polowań na czarownice, w końcu o wskrzeszanie dawno nieaktualnych mitów. A tymczasem masoneria to cząstka naszej współczesności, niezbyt widoczna ale bardzo aktywna. Kto zachował wizerunek masonerii z przełomu XIX i XX wieku z jej agresywnością antykościelną, kampaniami prasowymi i nagonkami np. wokół objawień w Fatimie - ten może mniemać, że masonerii teraz nie ma. A ona jest i działa, ale inaczej. Od tamtego czasu masoneria zmieniła taktykę. Rosnący autorytet moralny i intelektualny Kościoła Katolickiego w XX wieku przekonał ją, że walcząc z nim z otwartą przyłbicą, przysparza sobie więcej wrogów niż sympatyków, a jej wpływy w krajach i środowiskach katolickich maleją. Zaprzestała oficjalnej walki, przeciwnie, zaczęła dążyć do porozumienia z władzami kościelnymi a w środowiskach, na które chciała wywierać wpływ, rozpowszechniała opinie, że nie ma zasadniczych różnic między wiarą chrześcijańską a orientacją masońską, jest dużo zbieżności. Starała się jednocześnie mieć swoich ludzi i swoje agendy w ruchach cieszących się specjalnym zainteresowaniem i autorytetem w danym momencie, jak np. w przygotowaniach do konferencji w Helsinkach a potem w inicjatywach po niej wyłonionych. Nie na tym koniec: bardzo zabiega o to, aby mieć swoje komórki na wyższych uczelniach, w organizacjach międzynarodowych, w Kościele także... W celu rekrutacji nowych członków penetruje głównie środowiska inteligenckie, nauczycielskie, kadry kierownicze, wolne zawody, świat wielkiego biznesu i polityki. Do masonerii nie można się zapisać, można być tylko do niej zaproszonym, więc nie jeden zaproszony czuje się tym doceniony, wyróżniony, zaliczony do kręgów elity. Zapraszający umiejętnie podsycają wielkie pożądania człowieka: wiedzieć, znaczyć, posiadać i mieć władzę. Kandydat jest zobowiązany od początku do absolutnej szczerości wobec nowych władz i do dyskrecji. Władze masońskie staraj ą się o to, aby członkom umożliwić karierę zawodową czy społeczną. W ten sposób uzależniają ich od siebie. Zaciągnąwszy takie zobowiązania wobec organizacji, mason, który chciałby opuścić jej szeregi, napotyka na trudności. Oprócz loży do której należy, czuwa nad nim loża sekretna, składająca się z niewielkiej ale wpływowej liczby mistrzów; z niej wychodzą ostrzeżenia, groźby, do utraty życia włącznie. Taktyką masonerii jest także tworzenie szeregu organizacji o celach i hasłach szlachetnych: pomocy humanitarnej, akcji charytatywnej, zajęcia się niepełnosprawnymi, młodzieżą. Wzniosłość tych celów i pozorna nieszkodliwość masonerii powodują, że wielu katolików idzie na jej lep uczestnicząc w lożach a przede wszystkim w dziełach przez nią inicjowanych. Do tych ostatnich należą Rotary Club, Lion's Club i inne. Są to przedszkola masońskie, umożliwiające obserwację osób, które potem zaprosi się do loży. Próby rzetelnej konfrontacji doktryny masońskiej z chrześcijaństwem napotykają na gwałtowne protesty masonów - "katolików", jak to miało miejsce w 1997 roku na łamach francuskiego pisma katolickiego "Familie Chretienne" (nr 1013 z VI 1997). Głos zabrał wtedy dr Maurice Caillet, konwertyta, który przed swoim nawróceniem przez 15 lat był członkiem loży Wielkiego Wschodu Francji, zrzeszającej tylko w tym kraju 41 tyś. masonów. Doktor Caillet osiągnął w masonerii wysoki stopień wtajemniczenia, zajmował szereg ważnych stanowisk, więc można go uznać za wiarygodnego, jeżeli stwierdza, że nie sposób pogodzić wierność Chrystusowi i Jego nauce z przynależnością do loży masońskiej, niezależnie od jej rytu, bo i w masonerii są różnice doktrynalne w poszczególnych obediencjach. Hasłami masonerii są: wolność, równość, braterstwo, wylansowane przez Rewolucję Francuską i stanowiące do dziś zawołanie Republiki Francuskiej. Czasami dodaje się dziś czwarte hasło: solidarność, może dlatego, że słowo to w ostatnich dwudziestu latach zrobiło światową karierę. Ale różna treść się pod tymi słowami kryje. Od każdego, kto wstępuje do masonerii, wymaga się w imię wolności odrzucenia wszelkiego dogmatu. Więc katolik powinien w tym momencie zaprzeć się Jezusa Chrystusa jako Boga - Człowieka, Trójcy Świętej, Odkupienia, Zmartwychwstania, życia wiecznego. Choć masoneria, jak sama deklaruje, nie jest religią, stworzyła pewną wizję zamiast Boga: jest to Wielki Architekt, który zbudował świat, ale jednocześnie życie człowieka go nie interesuje. Mamy sobie radzić sami. Nie ma Łaski, Odkupienia, Miłosierdzia. Zainteresowanie światem pozazmysłowym, duchowym wykazuj ą niektóre środowiska masońskie, idące w kierunku okultyzmu, ale szeregowy mason nie jest do tych zainteresowań zachęcany, ma iść za instrukcjami swojej loży, zajmując się sprawami doczesnymi. Te są najważniejsze. W praktyce masoneria służy rozwijaniu trzech podstawowych pożądań człowieka: wiedzieć, posiadać, mieć władzę. Nie ma w niej miejsca na Boga osobowego, Ojca bliskiego człowiekowi do tego stopnia, że Syna swego poświęcił, żeby człowiek mógł być znowu Jego dzieckiem, nie ma więzi miłości między Bogiem a człowiekiem i między człowiekiem a Bogiem. Nie ma nieba, jest pustka kosmiczna, nie ma wiecznego udziału w szczęściu Bożym, jest po śmierci jakiś Wieczny Orient, bliższy nicości niż życiu. Chrystus jest uznawany, ale jako człowiek, postać historyczna, twórca systemu filozoficzno-moralnego, inspiracja artystyczna. Nic więcej. Jak tu pogodzić naszą chrześcijańską wiarę i doświadczenie Jezusa Chrystusa, Pana i Odkupiciela, Chleba Eucharystycznego w naszym życiu doczesnym, Alfy i Omegi wszystkiego teraz i zawsze, z takim ograniczonym Jego obrazem? Na Pismo Święte masoni powołują się często, w swych rytach zachowują różne relikty biblijne, potrafią nawet przysięgać na Biblię. Ale dla nich to nie Słowo Boga do ludzi, to nie Objawienie, księga Przymierza Boga z człowiekiem. Na szczególną uwagę zasługuje masońskie poszukiwanie prawdy. Od początku racjonalistyczna, masoneria jako jeden z celów stawiała oświecenie, poznanie, zgłębianie tajemnic. Dlatego adresowała swoją propozycje głównie do intelektualistów. Ale SWOJĄ prawdę czy oświecenie podaje swym członkom w wymierzonych porcjach poprzez etapy różnych inicjacji, sekretów, kręgów, stopni wtajemniczenia. To światło - mówi doktor Caillet - jest iluzją, poświatą, czymś, czego stale się oczekuje i nigdy nie dostrzega. Ten ezoteryzm dawkowany nie ma wiele wspólnego z wolnym poszukiwaniem odpowiedzi na wielkie pytania, które stawia rozum ludzki. Dzisiaj, zgodnie z tendencjami postmodernistycznymi, uznaje się w masonerii coraz częściej równowartość wielu prawd, myląc subiektywne poglądy człowieka z obiektywnie istniejącą prawdą. Czego innego nauczał nas Jezus Chrystus mówiąc do tłumów językiem potocznym, jawnie, adresując swój ą Dobrą Nowinę do wszystkich ludzi. Każdy, kto chce, może czerpać z Chrystusowej nauki pod jednym warunkiem, że przyjmie ją w całości, bez wybierania tylko tego, co mu dogodne. Dekalog obowiązuje wszystkich chrześcijan od pierwszoklasisty do papieża. Jeżeli życie chrześcijan nie dorasta do wymogów Ewangelii, to dlatego, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Istnieje jedna Prawda - Jezus Chrystus, Światłość świata. Kto za Nim idzie, nie błąka się w mrokach, oczekując od ludzi oświecenia czy wtajemniczenia. W miarę poznania Boga każdy znajdzie odpowiedź na wiele nurtujących go problemów, bo Bóg rozumie go lepiej, niż on sam siebie rozumie. Nie możemy rozumieć człowieka bez Chrystusa (Jan Paweł II). Z masońskiego relatywizmu odnośnie prawdy wynika relatywizm moralny tej orientacji. Wszędzie, gdzie miała swoje wpływy masoneria - mówi doktor Caillet - opowiadano się za rozwodami, aborcją i antykoncepcją. Wielkim hasłem lansowanym przez propagandę pochodzenia masońskiego to tolerancja. Niekiedy wymóg tolerancji stawiany jest tak rygorystycznie, że prowadzi do aktów moralnego terroru. Jeżeli w jej imię zakazuje się używania symboli religijnych chrześcijaństwa np. w dekoracjach przedświątecznych (miało to miejsce w Europie), to jak to nazwać? Masoneria, jak sama głosi, nie jest religią, ale dąży do utworzenia religii, któraby odpowiadała wszystkim ludziom. Tak to formułują Konstytucje Andersona - pierwszy dokument programowy masonerii z 1723 roku. Dzisiaj jest to realizowane poprzez popieranie tendencji synkretycznych - tzn. do zmieszanie wszystkich religii ze sobą jako równouprawnionych, na zasadzie każda mówi o Bogu takim, jakiego dany człowiek potrzebuje. Wszyscy wierzą w Boga, ale każdy ma swojego boga. Ludzie mają mieć swoją prawdę, swój ą etykę, swojego boga, jak się ma swego dentystę, swego adwokata, swoje konto w banku. Przeciw synkretyzmowi, który jest dzisiaj wielkim zagrożeniem, staje bardzo stanowczo Kościół Katolicki, ostrzegając przed mieszaniem doktryn wiary, obrzędów i symboli liturgicznych, metod modlitwy. Masoneria, choć deklaruje swoją chęć porozumienia z Kościołem, to naprawdę uważa go za główną przeszkodę na drodze swego rozwoju. Dlatego liczne są próby dostania się do jego struktur hierarchicznych, aby móc manipulować nim od wewnątrz. Solą w oku jest Jan Paweł II. Coraz to w różnych miejscach wybuchaj ą kry tyki jego słów czy działań, są nagłaśniane protesty przeciw jego pielgrzymkom np. do Tours we Francji. Trudno dopatrywać się wszędzie inspiracji masońskiej, ale znając metody tej organizacji, wykluczyć jej nie można. KONGREGACJA DOKTRYNY WIARY - MASONOM NIE WOLNO PRZYSTĘPOWAĆ DO KOMUNII ŚW. Kościół nigdy nie dał się zwieść pozornie humanistycznym hasłom masonerii, nie przyjął deklarowanej chęci porozumienia, nie widząc uczciwych podstaw do niego. W 1983 roku Kongregacja Doktryny Wiary wydała Deklarację, podpisaną przez prefekta kard. Józefa Ratzingera, przyjętą przez papieża Jana Pawła II i ogłoszoną na jego polecenie. Czytamy w niej: "negatywna ocena Kościoła o wolnomularskich zrzeszeniach pozostaje wciąż niezmienna, ponieważ ich zasady były zawsze uważane za nie do pogodzenia z nauką Kościoła i dlatego też przystąpienie do nich pozostanie nadal zabronione. Wierni, którzy należą do wolnomularskich zrzeszeń, znajdują się w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przyjmować Komunii świętej". Mimo upływu lat, zagrożenie nadal trwa i wielu chrześcijan w swojej niewiedzy czy naiwności dostało się pod wpływy masońskie, głównie za przyczyną organizacji paramasońskich jak Lions's Club czy Rotary Club. Ta ostatnia została określona przez doktora Caillet mianem łodzi podwodnej masonerii. Bóg, zatroskany o losy ludzkości znajdującej się na groźnym zakręcie, posyła swoje ostrzeżenia w licznych objawieniach i orędziach. Kobiecie francuskiej, Francoise, dnia 10 lipca 1996 roku Pan Jezus podyktował następujące słowa: «To, co ci przekazuję obecnie, ma na celu otwarcie oczu tym, którzy nie widzą tej niszczycielskiej siły, jaką jest masoneria. Szatan postanowił działać na zgubę życia, pragnąc zbuntować ludzi przeciw Bogu w najbardziej szatańskim z dzieł, zbudowanym na pysze i nienawiści Boga - masonerii. Jest to wyrafinowane dzieło zniszczenia, które ukrywa się pod pozorem dobroczynności. Jest to władztwo idące od szatana tak niedostrzegalnie, że nie podejrzewają go nawet niektórzy wierni, zabłąkani w tej sekcie. Subtelna trucizna, która działa skrycie, aby podważyć tron Boga i zająć Jego miejsce. Lituję się nad duszą, która w pewnym momencie chce powrócić do światłości i zrozumieć, jak to wszystko jest ciemne i szkodliwe. Ale tak niewielu tego pragnie... Chcę ich ratować: pomóż Mi, przekazując to orędzie tym umarłym za życia, ich dusze są czarne jak śmierć; oni Mnie torturują i biczują, stając się zdobyczą szatana. Obrzydliwość ich własnych grzechów ich zadusi, jeżeli nie powrócą do Mnie...» ZNANI MASONI KARD. STANISŁAW DZIWISZ PREZYDENT WAŁĘSA PROF. ANDRZEJ ZOLL - ROTARY CLUB PRZEWODNICZĄCY FUNDACCJI KOŚCIELNEJ IM. PAWŁA II "NIE LĘJAJCIE SIĘ" PORZEZ MASONA KS. KARD. STANISŁAWA DZIWISZA Wielki Mistrz Loży Eliseo potwierdza: — wprowadzenie na najwyższy 33 stopień Stanisława Dziwisza-Elizeusza, urodzonego 27 kwietnia 1939 roku, kapłana katolickiego, — który stał się zdolny do zostania kardynałem z dniem 24 sierpnia 2001 roku. Nasz drogi brat będzie odpowiedzialny za wprowadzenie instrukcji zgodnie z wytycznymi przyjętymi na ostatnim posiedzeniu. Przysięgę posłuszeństwa usłyszał i ją złożył. Podpisane i opieczętowane dnia 24 sierpnia 2001 roku. © 2001-2017 Pomoc Duchowa Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej Teresa Tyszkiewicz Publikacja za zgodą redakcji nr 9-10/1999 Dokumenty, źródła, cytaty:
Autor: Włodzimierz Bednarski Czy Towarzystwo Strażnica miało coś wspólnego z masonerią? Autor tego artykułu nigdy nie był zwolennikiem bezpośredniego łączenia Towarzystwa Strażnica z wolnomularstwem. Po prostu za słabo znane mu były kwestie związane z masonerią. Nigdy też nie starał się zgłębiać tej tematyki, gdyż zajmował się na ogół doktryną Towarzystwa Strażnica i polemiką z nią, a nie jego powiązaniami ze światem biznesu, masonerią czy syjonizmem. Owszem, autor śledził to, co inni mają do powiedzenia w tych kwestiach, ale sam nie określał swego stanowiska. Nie negował argumentów adwersarzy Świadków Jehowy, ale i ich nie potwierdzał. Nawet wskazywał czasem prywatnie na słabość ich dowodzenia albo niewystarczający poziom argumentacji. Jednak przez lata obserwacji historii i nauk Towarzystwa Strażnica u autora nagromadziło się wiele pytań, które pozostają bez odpowiedzi. Na nie chciałbym zwrócić tu uwagę. To co przedstawimy w tym artykule, nie jest poglądem autora na sprawę kontaktów tej organizacji z masonerią, ale przytoczeniem argumentów innych osób, które dają wiele do myślenia. Chodzi tu przede wszystkim o używanie pewnych symboli w literaturze Świadków Jehowy, które, według adwersarzy tej organizacji, pokrywają się z identycznymi lub podobnymi w wolnomularstwie. Na dodatek, jak się wydaje, Towarzystwo Strażnica nigdy nie zanegowało tego, że wspomniane symbole były też używane przez masonów. Również organizacja Świadków Jehowy nie wyjaśniła tego, skąd u niej wzięły się te oznaki i co symbolizowały. Po jakimś czasie odrzucono je, co niektórzy znawcy interpretowali jako zerwanie stosunków z masonerią albo zejście do bardziej skrytego popierania tego ruchu. Obok opinii znanego adwersarza (Robina de Ruiter) Świadków Jehowy, autor tego artykułu przedstawia to, co sam stwierdza poprzez swój kontakt z literaturą Towarzystwa Strażnica. Tymi informacjami dzieli się z zainteresowanymi i ukazuje tym samym jaki można mieć stosunek do sądów Robina de Ruiter. Wyciągnięcie wniosków, co do powiązań Świadków Jehowy z masonerią, pozostawiam do rozstrzygnięcia każdemu czytelnikowi z osobna. Oto fakty, które nie dają autorowi artykułu spokoju, a które omówimy w następujących rozdziałach: Wielka Piramida; Piramidka jako nagrobek Russella; Skrzydła Amona-Ra; Krzyż i korona; Symbol wojskowy; Rzymska toga; Wschód słońca; Masońskie sale zebrań; Inne zagadnienia; Dodatek. C. T. Russell a wolnomularze Zaznaczamy też, że przytaczana kilka razy książka Robina de Ruitera opublikowana jest w Internecie: Wielka Piramida Znany adwersarz Świadków Jehowy, o Wielkiej Piramidzie (Cheopsa), o której uczył Russell, napisał: „Jeszcze dobitniej wyraża Russell naukę i praktykę piramidologii, która – jak wiadomo – jest bardzo popularna wśród wolnomularzy. Jeżeli Russell nie jest wolnomularzem, dlaczego spotyka się w jego pismach szczegółowe studia nad symboliką piramidy?” („Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 76). Towarzystwo Strażnica przyznaje, że do 1928 roku nauczało o Wielkiej Piramidzie, jako „świadku Bożym” i prowadziło na podstawie jej wymiarów różne dowodzenia (teksty poniżej). W wydanym w 1889 roku tomie pt. „Nadszedł Czas” zapowiedziano wydanie kolejnej książki, mówiącej wiele o piramidzie: „Następny tom wykazuje (...) że Wielka Piramida Egipska jest na świadectwo Boskie (Izaj. 19:19, 20), a świadectwo to dokładnie i z kompletną zgodnością odnosi się do Boskiego Planu Wieków, łącznie z jego czasami i okresami” (s. 416). W 1891 roku wydano właśnie zapowiadaną książkę pt. „Przyjdź Królestwo Twoje”, w której jest specjalny obszerny rozdział poświęcony piramidzie zatytułowany Świadectwo Kamienia Bożego jako Świadka i Proroka, którym jest Wielka Piramida w Egipcie (s. 351-429). Wcześniej Russell o niej wspomniał w tomie wydanym w 1886 roku pt. „Boski Plan Wieków” (ed. pol. 1917, s. 206). Wydaje się jednak, że po raz pierwszy naukę o Wielkiej Piramidzie przedstawiło Towarzystwo Strażnica już w maju 1881 roku (patrz The Watchtower maj 1881 s. 223, 225 [reprint]). Oto jedna z charakterystycznych wypowiedzi o piramidzie i niedawne wspomnienia o niej: „Wielka Piramida jest »Świadkiem« Wielkiego Jehowy” („Przyjdź Królestwo Twoje” 1919 s. 363; patrz też s. 351, 359, 362, 413); „W roku 1886 Charles T. Russell wydał książkę Boski plan wieków, w której znalazł się wykres ukazujący związek historii ludzkości z Wielką Piramidą w Egipcie. Uważano, że ten grobowiec faraona Chufu jest słupem, o którym mowa w Księdze Izajasza 19:19, 20: »W owym dniu będzie pośrodku ziemi egipskiej ołtarz dla Jehowy, a słup dla Jehowy przy jej granicy. I będzie w ziemi egipskiej znakiem i świadectwem dla Jehowy Zastępów«. Co miałoby łączyć tę piramidę z Biblią? Twierdzono na przykład, że długość niektórych korytarzy w Wielkiej Piramidzie wskazuje na czas rozpoczęcia »wielkiego ucisku«, wspomnianego w Ewangelii według Mateusza 24:21. Niektórzy Badacze Pisma Świętego byli bardzo pochłonięci pomiarami różnych elementów tej piramidy i próbowali na ich podstawie ustalić takie rzeczy jak dzień, w którym pójdą do nieba! Ta »Biblia w Kamieniu« jak ją zwano, cieszyła się wielkim szacunkiem przez kilka dziesięcioleci, aż do czasu, gdy w Strażnicy angielskiej z 15 listopada i 1 grudnia 1928 roku (wydanie polskie z 1 i 15 stycznia 1929 roku) wykazano, że do poparcia świadectwa zawartego w Biblii Jehowa nie potrzebował żadnych kamiennych pomników wybudowanych przez pogańskich faraonów i pokrytych demonicznymi znakami astrologicznymi” (Strażnica Nr 1, 2000 s. 9-10); „Przez jakieś 35 lat pastor Russell uważał, że Wielka Piramida w Gizie była kamiennym świadkiem Bożym, potwierdzającym okresy wspomniane w Biblii (Izaj 19:19). Świadkowie Jehowy odrzucili jednak pogląd, jakoby jakaś egipska piramida miała cokolwiek wspólnego z prawdziwym wielbieniem (zobacz polską ‘Strażnicę’ z 1 i z 15 stycznia 1929 roku)” („Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 201). Dodać należy, że w cytowanej publikacji przedstawiono fotografię piramidy Cheopsa (s. 201), a na ilustracji wykres z nią związany z napisem: „The Great Pyramid of Gizeh. The Bible Stone - Witness” (j/w. s. 201; patrz też s. 162). Po śmierci Russella również Rutherford podtrzymywał tę naukę: „Wielka Piramida Egiptu, stojąca jako milczące i nieożywione świadectwo Pana, jest posłańcem; i jej świadectwo przemawia z wielkiem krasomówstwem odnoście Boskiego planu (Izajasz 19:19, 20)” (Strażnica 1925 s. 180). Sami wyciągnijmy wniosek, czy powyższa nauka bliższa była chrześcijaństwu czy wykładni masońskiej. Również, nie nawiązując już bezpośrednio do konkretnej piramidy, Russell ukazywał prawdziwy kościół w powiązaniu z tym ostrosłupem: „Łączność Jezusa jako Głowy z członkami Jego ciała, pięknie ilustruje figura piramidy: [po tych słowach przedstawiono rysunek piramidy] Wierzch jest zupełną piramidą sam przez się; inne kamienie mogą być pod nim wybudowane, a jeżeli pozostaną w harmonii z wszystkiemi liniami, właściwemi kamieniowi zwierzchniemu, cały budynek będzie przedstawiał zupełną piramidę” („Boski Plan Wieków” 1917 s. 100; por. Wykres Wieków dołączony do cytowanego tomu, zamieszczony też niedawno w książce pt. „Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 162; patrz też „Nowe Stworzenie” 1919 s. 81-82). Patrz też „Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975” s. 10; „‘Wieczyste zamierzenie’ Boże odnosi teraz triumf dla dobra człowieka” 1978 s. 10. Piramidka jako nagrobek Russella Adwersarz Świadków Jehowy, o miniaturze Wielkiej Piramidy (Cheopsa) ustawionej obok grobu Russella, napisał: „Dlaczego zarządził, żeby na jego grobie została wzniesiona wolnomularska piramida?* [przypis: *Russell został pochowany na parceli Towarzystwa Strażnica The Rosemont United Cementeries, 5 mil na północ od Pittsburga. Do dziś na jego pomniku stoi wolnomularska kamienna piramida. Zwolennicy Russella zamontowali z boku piramidy kamienną tablicę z jego fotografią, aby odwrócić uwagę od właściwego grobu]” („Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 76). Inni znawcy tematu dodają, że stojąc obok miniatury piramidy można zauważyć jedną ze świątyń masońskich, która znajduje się w pobliżu cmentarza. Twierdzą też, że grób Russella znajduje się w kwaterze, w której chowani byli wolnomularze (patrz np. „Świadkowie Jehowy. Pochodzenie, historia, wierzenia” E. Bagiński OCD, Kraków 1997, s. 47). Tu trzeba stwierdzić, że w publikacjach Towarzystwa Strażnica, nie wiadomo z jakiego powodu, od dawna nie ukazano na fotografii owej piramidki. Na zdjęciu pokazano tylko stojący obok niej mały nagrobek z fotką Russella i napisem: „The Laodicean Messenger”, tzn. posłaniec, anioł Laodycejski z Ap 3:14 („Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 64). Prócz tego podano też nazwę cmentarza: „Oddzielna uroczystość odbyła się w Carnegie Music Hall w Pittsburghu (Allegheny); rozpoczęła się 6 listopada o godzinie a o zmierzchu zwłoki Russella złożono na cmentarzu Rosemont w Allegheny, na parceli rodziny Betel” („Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975” s. 29). W 1984 roku, w broszurze wydanej po angielsku z okazji 100-lecia istnienia Towarzystwa Strażnica, choć wspomniano o „replice piramidy” stojącej obok miejsca pochówku Russella, to nie ukazano jej na fotografii: „UNITED CEMETERY. Jehovah’s Witnesses do not revere burial places, but some desire to visit the Watch Tower Society’s burial plot where C. T. Russell was buried. Turn right off Perrysville Avenue on to Cemetery Lane. The United Cemetery is the last cemetery on this road. A few yards beyond the replica of a pyramid is a driveway that takes one near the Society’s plot” (Centennial of the Watch Tower Bible and Tract Society of Pennsylvania 1884-1984 1984 s. 30). Jednak każdy odwiedzający grób Russella w Pittsburghu (Allegheny) zobaczy obok wspomnianego nagrobka miniaturę piramidy Cheopsa, stojącą tam od 1919 r. Fotografię zawierającą nagrobek i piramidkę zamieściło niedawno czasopismo pt. „Teraźniejsza Prawda i Zwiastun Chrystusowej Epifanii” Nr 5, 1997 s. 69 (wydane przez Świecki Ruch Misyjny „Epifania”), wydawane przez epifanistów, którzy do dziś podtrzymują, a nawet rozwinęli, naukę Russella o piramidzie. Również inne ugrupowanie badaczy, uważające się za kontynuatora nauki Russella, nie wstydzi się tej piramidki i zamieściło ją na zdjęciach w swym czasopiśmie pt. „Świt Królestwa Bożego i Wtórej Obecności Jezusa Chrystusa” Nr 6, 1986 s. 17, 19 (wydane przez Stowarzyszenie Badaczy Pisma Świętego). Wydaje się, że Towarzystwo Strażnica tylko jeden raz przedstawiło ową piramidkę na fotografii, a było to bardzo dawno temu, bo w 1919 roku, w raporcie z konwencji (kongresu) głosicieli tej organizacji (patrz Souvenir Report of the Bible Student’s Convention Pittsburgh, Pa. January 2-5, 1919 s. 6; por. s. 7, na której zamieszczono jej opis). O tej piramidce wspomniano też w angielskiej Strażnicy 1921 s. 371. W polskim jej odpowiedniku napisano: „W poniedziałek trzydziestego pierwszego, kiedy to przypada rocznica przemiany Brata Russell’a do chwały, przyjaciele zgromadzili się po południu na cmentarzu, gdzie odbyto posługi ku uczczeniu jego pamięci, które trwały krótko z powodu nieprzyjaznego stanu powietrza. Zgromadzeni otrzymali mały upominek w postaci widoku gruntu i kamiennej piramidy na grobie” (Strażnica 1922 s. 3). Sami wyciągnijmy wniosek, czy postawienie piramidki na grobie człowieka, który uważał się za chrześcijanina, było zwyczajem apostolskim, czy z „innego” źródła wywodziła się ta tradycja. Skrzydła Amona-Ra Adwersarz Świadków Jehowy, o skrzydłach Amona-Ra, napisał: „Podobnie zdumiewa fakt, że wolnomularski znak skrzydeł Amona-Ra, egipskiego boga słońca, stanowił szczególny atrybut Russella. Kto spośród wolnomularzy używa symbolu skrzydeł Amona-Ra? Albert Churchward, wolnomularz 33-go stopnia, utrzymuje w swej książce Signs and Symbols of Primordal Man. The Evolution of religious Doctrines from The Eschatology of The Ancient Egiptianus (London 1913, s. 86), że symbol skrzydeł boga słońca był używany i rozumiany tylko przez wolnomularzy najwyższych stopni. Należy wziąć pod uwagę, że wolnomularze mogą używać znaków i symboli, które odpowiadają ich stopniowi. Fakt, że Russell tak często używał tego emblematu w swoich pismach, rozprawach i książkach daje wiele do myślenia” („Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 77). Jeśli chodzi o literaturę Towarzystwa Strażnica, to wspomniane skrzydła Amona-Ra pojawiają się na polskich sześciu tomach Wykładów Pisma Świętego autorstwa Russella. Dotyczy to edycji wydawanych w latach 1914-1920, a także np. tomu pt. „Walka Armagieddonu” z 1923 roku. To samo można powiedzieć o wydanej w 1919 roku książce pt. „Księga Prorocka Ezechiela” oraz o tak zwanym siódmym tomie pt. „Dokonana Tajemnica” opublikowanym w 1923 roku. Wcześniej widniały one na angielskich książkach, np. na okładkach tomów pt. The Time Is at Hand („Nadszedł Czas”), wydanego w 1911 roku oraz Thy Kingdom Come („Przyjdź Królestwo Twoje”), wydanego w 1912 roku. Umieszczone są też one na publikacjach książkowych pt. Pastor Russell’s Sermons (Kazania Pastora Russella) i The Finished Mystery („Dokonana Tajemnica”), wydanych w 1917 roku (patrz „Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 88, 648, 651). Trzeba tu dodać, że na wczesnych angielskich tomach (z lat 1886-1904), gdy tę serię zwano Millennian Dawn (Brzask Tysiąclecia), nie było wspomnianych skrzydeł (patrz np. „Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 576, 718). Dopiero około lat 1906-1910 rozpoczęto je umiejscawiać na nowych edycjach. Omawiane skrzydła zaczęły znikać z książek Towarzystwa Strażnica około połowy lat 20-tych XX wieku. Nie ma ich już na polskich tomach z lat 1925-1928 i na niektórych z roku 1923. Interesujące jest to, że Towarzystwo Strażnica nigdy nie wytłumaczyło swoim czytelnikom co owe skrzydła oznaczają. Czyżby Russell tę tajemnicę zabrał ze sobą do grobu? W każdym razie dziś nikt nie dopatruje się chrześcijańskiego ich rodowodu. Czy mają one pochodzenie wolnomularskie? Na to pytanie każdy badacz musi sobie sam odpowiedzieć. Krzyż i korona Adwersarz Świadków Jehowy, o krzyżu i koronie na czasopiśmie Strażnica Russella, napisał: „Ponadto podczas jego niezliczonych przemówień zawsze towarzyszył mu emblemat przedstawiający krzyż i koronę. Emblemat ten pojawia się również z lewej strony, u góry karty tytułowej »Strażnicy« i innych pism pastora. Co to może oznaczać? Po dociekliwych analizach zdołałem ustalić, że chodzi tu o oznakę wolnomularskiego zakonu templariuszy (zwanego także »Rycerzami Świątyni«). Także inni używali tego symbolu – można tu wymienić Josepha Smitha juniora i innych znaczących mormonów. Również Armia Zbawienia i Mary Baker Eddy, założycielka sekty Nauka Chrześcijańska (Christlische Wissenschaft), używali tego symbolu.* Na pewno emblemat ten jest pochodzenia wolnomularskiego. Zakon używa go przeważnie wówczas, gdy dokonuje werbunku czy chce zwrócić uwagę na templariuszy. Zaskakuje barwa krzyża: zawsze czerwona. To nie przypadek, że krzyż występujący na emblemacie Russella również jest czerwony. Wszystkie kolorowe wydania nadzwyczajne »Strażnicy« zamieszczają czerwony krzyż. [przypis: *Mary Baker Eddy była żoną Georgiea Washingtona Glogera, prominentnego wolnomularza. Nauka Chrześcijańska używa do dzisiaj wolnomularskiego symbolu. Według Mary Baker Eddy, krzyż i korona są znakami fabrycznymi dyrektorów Christlische Wissenschaft]” („Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 73-74). Jeśli chodzi o literaturę Towarzystwa Strażnica, to wspomniany emblemat krzyża i korony pojawia się na stronie tytułowej czasopisma Strażnica w 1891 roku i widnieje na niej aż do 1 października 1931 roku (patrz „Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 724). Prócz tego głosiciele tej organizacji do 1928 roku nosili tę oznakę wpiętą w ubiór (jej fotografia patrz „Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 200). Towarzystwo Strażnica tak oto tłumaczy te kwestie: „Przez lata Badacze Pisma Świętego rozpoznawali się po oznace przedstawiającej krzyż i koronę; od roku 1891 do 1931 symbol ten widniał też na stronie tytułowej »Strażnicy«. Jednakże w roku 1928 zwrócono uwagę, iż nie jakaś ozdoba, ale działalność w charakterze świadka pokazuje, czy ktoś jest chrześcijaninem” („Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 200); „Zmieniono również pogląd na »krzyż i koronę«, które to symbole od stycznia 1891 roku widniały na okładce Strażnicy. Wielu Badaczy Pisma Świętego nosiło taką odznakę przez całe lata. C. W. Barber pisze: »Była to odznaka przedstawiająca dwie gałązki laurowe, które otaczały koronę z krzyżem w środku. Całość wyglądała dość przyjemnie i odpowiadała naszemu ówczesnemu zrozumieniu, by wziąć na siebie ‚krzyż‘ i naśladować Chrystusa Jezusa, a w stosownym czasie móc włożyć koronę zwycięstwa«. Lilly R. Parnell tak się wypowiada na temat noszenia »krzyża i korony«: »Zdaniem brata Rutherforda wszystko to było pochodzenia babilońskiego i należało z tym skończyć. Powiedział nam, że najlepsze świadectwo dajemy wtedy, gdy zachodzimy do domów ludzi i z nimi rozmawiamy«. A brat Suiter pisze o zgromadzeniu Badaczy Pisma Świętego w Detroit w roku 1928: »Na zgromadzeniu tym wykazano, że noszenie symbolu krzyża i korony jest nie tylko zbędne, ale wręcz niewłaściwe. Zaniechaliśmy więc tego zwyczaju«. Jakieś trzy lata później, począwszy od wydania z 15 października 1931 roku przestano zamieszczać na stronie tytułowej Strażnicy symbol krzyża i korony [w Polsce od stycznia 1932 r.]” („Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975” s. 66). Później wspomniane oznaki wykonane ze złota przetopiono i sprzedano: „Na przykład Świadkowie Jehowy nosili niegdyś znaczki z krzyżem i koroną. Potem zrozumieliśmy, że Jezus został stracony na palu (Dzieje 5:30). Dlatego przestaliśmy nosić te znaczki. Powierzono mi zadanie oddzielania od nich szpilek. Później złote emblematy przetopiono i sprzedano” (Strażnica Nr 7, 1996 s. 24). Z powyższego widzimy, że noszenie „złotej” odznaki „krzyża i korony” odczytane zostało z czasem przez Towarzystwo Strażnica jako forma kultu „pochodzenia babilońskiego”. Czyżby było to pośrednie przyznanie się do wcześniejszego akceptowania masońskich zwyczajów? Ciekawe, że nie brzydzono się pieniędzmi uzyskanymi za przedmioty „pochodzenia babilońskiego”. Prócz tego o krzyżu i koronie wspomniano ostatnio w następujących publikacjach: Strażnica Nr 9, 1989 s. 4; Strażnica Nr 10, 1995 s. 20; Strażnica Nr 1, 2000 s. 9; Przebudźcie się Nr 4, 2004 s. 12. Trzeba tu koniecznie dodać, że oznaka „krzyża i korony” została umieszczona też na miniaturze Wielkiej Piramidy, która stoi w miejscu pochówku Russella (patrz Souvenir Report of the Bible Student’s Convention Pittsburgh, Pa. January 2-5, 1919 s. 6). Zaskakujące jest to, że Towarzystwo Strażnica nie wspomniało, iż omawiany symbol nie tylko ono używało do swych celów. Russell w 1912 roku był nawet pytany o tę kwestię, bo zapewne wiele osób dziwiła ta sama oznaka stosowana przez Naukę Chrześcijańską (Christian Science): „Pytanie (1912). – Czy Pastor Russell był kiedy uczniem Mary Baker Eddy? Odpowiedź. – Przynajmniej ja o tym nic nie wiem” („Co kaznodzieja Russell odpowiadał na zadawane jemu liczne pytania” 1947 [ang. 1917] s. 48). Jeśli naprawdę „krzyż i korona” mają związek z wolnomularstwem, to czy tylko przez przypadek Towarzystwo Strażnica zaakceptowało i przyjęło na 40 lat ten symbol? Symbol wojskowy Adwersarz Świadków Jehowy, o oznace wojskowej na czasopiśmie Strażnica, napisał: „W prawym górnym rogu strony tytułowej »Strażnicy« znajdujemy drugi dowód rzeczowy: symbol największej obediencji zakonu templariuszy w Stanach Zjednoczonych Grand Encampment. Czy Russell należał do »Rycerzy Świątyni«?” („Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 74). W latach 1895-1931 na stronie tytułowej angielskiego czasopisma Strażnica (The Watchtower) widnieje oznaka, na którą składa się kilka skrzyżowanych elementów wojskowych (rodzaj halabardy, miecz, hełm, zbroja i inne narzędzie). Ten sam znak znajduje się na polskiej Strażnicy do 15 grudnia 1931 roku. Pod koniec roku 1931 usunięto wspomnianą oznakę z angielskiej Strażnicy, a wstawiono nowy symbol Świadków Jehowy: „Odnieśli się do tych prawd z takim docenianiem, że od 15 października 1931 roku do 1 sierpnia 1950 roku na stronie tytułowej każdego numeru Strażnicy widniała w prawym górnym rogu podobizna niebiańskiego rydwanu z widzenia proroka Ezechiela” (Strażnica Nr 6, 1991 s. 11). Ciekawe czemu Towarzystwo Strażnica nie opisało, co oznaczał poprzedni symbol zamieszczony na Strażnicy. Czy wyznawcy tej organizacji mają sami zgadywać? Rzymska toga Adwersarz Świadków Jehowy, o todze Russella, napisał: „Według »Strażnicy« z 1 grudnia 1916 roku (wyd. angielskie), ostatnie słowa Ch. T. Russella przed śmiercią brzmiały: »Proszę, pochowajcie mnie w rzymskiej todze«. Dla człowieka niewtajemniczonego jest to całkiem niezrozumiałe: umierający, który wydaje ostatnie tchnienie, nie ma innego pragnienia, jak tylko zostać spowitym w rzymską togę. Dla znawców jest to jednak wyraźna wskazówka, ponieważ toga, tunika i wiele innych antycznych szat, należą do strojów używanych na różnych stopniach amerykańskiego wolnomularstwa” („Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 70). Towarzystwo Strażnica tak oto relacjonuje omawiane wydarzenie, ustami Rutherforda: „Na siedm godzin przed śmiercią powiedział do swego towarzysza podróży, brata Menta Sturgeon: »Zrób mi rzymską togę«. Brat Sturgeon zrobił ją z prześcieradeł poczem Brat Russell włożył na siebie, stał prosto przez chwilę następnie położył się na sofie, zamknął oczy, co miało znaczyć gotowość śmierci” (Strażnica Nr 12, 1916 s. 21 [ang. 1916 s. 6012 – reprint]). Tu trzeba zaznaczyć, że polska Strażnica nie zamieściła motywów (!) dla wspomnianej togi, które podał Rutherford w angielskim czasopiśmie: Seven hours before his death, addressing his traveling companion, Brother Menta Sturgeon, he said, "Make me a Roman toga." Using the bed sheets, Brother Sturgeon made a toga, which Brother Russell put on himself. He stood erect for a moment, and then lying down on the couch in his Pullman drawing room, closed his eyes, thus in symbolic language speaking of death. A great deal of the Bible is written in symbolic language, and it was quite appropriate that he should speak his last message in symbols. It is interesting here to know what a Roman toga symbolizes: Augustus' Poet Laureate, said, "It is by the toga that the royal nation is recognized." The word toga means a covering garment (white robe). It was the official robe of higher magistrates, priests and of persons discharging vows, and was worn on special occasions, such as celebrating a triumph. (…) By wearing the toga Brother Russell in effect said, "I have fought the good fight; I have triumphed and shall be received as a member of the Royal Family of Heaven." (The Watchtower 1916 s. 6012 – reprint). Podobnie opisał to towarzysz Russella, tzn. Menta Sturgeon, który nie mógł poradzić sobie z motywami Russella i próbował później znaleźć uzasadnienie dla owej togi: „Wtedy wstał i powiada: »Bądź tak dobry i zrób mi rzymską togę«. Nie mogłem wcale pojąć co Brat Russell przez to rozumiał, lecz nie chciałem by miał to powtarzać, bo czuł się bardzo osłabiony. Głos stał się tak cichym, że zmuszony był powtarzać prawie każdy wyraz. Wtedy mówię: »Bracie Russell ja nie rozumiem co Brat chce przez to powiedzieć«. (…) Co on przez te rzeczy rozumiał to pojąć trudno, tego jednak można być pewnym, że musiały to być najmądrzejsze rzeczy w tej sprawie, a dla nas znaczą one jeszcze więcej i możemy być pewni, że Pan na to wszystko dozwolił, by tak miało być uczynione. Togę nosili urzędnicy rzymscy, czasem nosili kapłani a czasem miało symbolizować zwycięstwo lub pokój, innym zaś razem miało znaczyć iż noszący ją wypełnił śluby. Brat Russell wypełnił swoje śluby i odniósł zwycięstwo, był w pokoju” (Strażnica Nr 12, 1916 s. 15 [ang. 1916 s. 6005 - reprint]). Najdziwniejsze z tych opisów jest to, że Russell nawet swoim najbliższym nie przekazał informacji, dlaczego zażądał „rzymskiej togi”. Czyżby chciał to ukryć? Dziś niektórzy jego zwolennicy próbują uzasadnić ten strój tym, że chciał się on upodobnić do „męża w białej szacie z kałamarzem” z Ez 9:2 (patrz np. czasopismo Stowarzyszenia Badaczy Pisma Świętego pt. „Świt Królestwa Bożego i Wtórej Obecności Jezusa Chrystusa” Nr 6, 1986 s. 16). Podkreślają, że aż do 1931 roku Russella identyfikowano z tym proroctwem, jak to podała jedna z publikacji: „Aniołem siódmego lub Laodycejskiego okresu Kościoła był Karol T. Russell (…) Niewątpliwe, że ten sam anioł, lub siódmy posłaniec Kościoła, zajął urząd przepowiedziany przez proroka Ezechjela, jak jest przedstawione w człowieku, odzianym szatą lnianą, przy którego biodrach był kałamarz. – Ezechjel 9:1-11” (Strażnica 1925 s. 181 [ang. 1925]). Jednak to wyjaśnienie zwolenników Russella nie jest jego interpretacją i ma się nijak do „rzymskiej togi”. W związku z tym inne domysły pozostawiamy zainteresowanym do rozważenia. Wschód słońca Adwersarz Świadków Jehowy, o wschodzie słońca, napisał: „Innym elementem godnym uwagi jest wschód słońca, który pojawia się na stronach tytułowych pierwszych publikacji Russella i »Strażnicy«. Jego symbolika wywodzi się z wolnomularstwa” („Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 76). W latach 1879-1931 na stronie tytułowej angielskiego czasopisma Strażnica (The Watchtower) widnieje, prócz innych elementów, wschodzące słońce (w latach 1879-1894 niewielkich rozmiarów). Od roku 1919 na okładce innego angielskiego czasopisma pt. The Golden Age (Złoty Wiek) oraz na polskiej książce pt. „Miljony ludzi z obecnie żyjących nie umrą!” (1920) Towarzystwo Strażnica ukazywało na rysunku nagiego mężczyznę (stojącego tyłem) podpartego o długi kij i patrzącego na wschodzące słońce (drugą ręką przysłania on oczy przed blaskiem). Ilustracja ta widniała na czasopiśmie „Złoty Wiek” aż do końca jego wydawania (1937 r.), a później do połowy roku 1940 na okładce nowego pisma pt. Consolation (nie ukazywało się w języku polskim). Patrz też „Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 163, 88, 724. Następnie rysunek ten usunięto. Zainteresowanym pozostawiamy do samodzielnego zweryfikowania podane informacje i skonfrontowanie ich z symboliką słońca w ruchu masonerii. Masońskie sale zebrań Adwersarz Świadków Jehowy, o wynajmie przez nich sal od wolnomularzy, napisał: „Badacze Pisma Świętego, zanim mogli dysponować własnymi pomieszczeniami, najczęściej spotykali się w lokalach należących do wolnomularzy. »Strażnica« z 1 sierpnia 1994 roku (wyd. niem.) podaje, że Badacze Pisma Świętego w nowojorskiej centrali, przynajmniej do 1926 roku, regularnie spotykali się w wolnomularskiej świątyni w Brooklynie. W Roczniku Świadków Jehowy z 1993 roku została umieszczona informacja, że w Danii w latach 1912-1943 zebrania odbywały się w Odd Fellow Palaeet. Tymczasem organizacja Odd Fellows stanowi silną gałąź wolnomularstwa. Godna uwagi jest sprawa nazw dzisiejszych sal zebrań: ang. wyrażenie Hall jest wolnomularskie (Sala Królestwa – Kingdom Hall)” („Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 74-75). Powyższa informacja z rocznika Świadków Jehowy znajduje się w angielskim odpowiedniku 1993 Yearbook of Jehovah’s Witnesses (s. 76-77, 80, 82, 91, 102-103) i mowa jest w nim o Odd Fellow Hall. W innych publikacjach, o wynajmie sal od masonów na zebrania i wykłady, Towarzystwo Strażnica pisało wielokrotnie: „Ponieważ nie miałem gdzie pojechać na pierwszy urlop w roku 1929, więc spędziłem go w Betel. Toteż byłem na miejscu, gdy w bruklińskim Masonic Temple brat Rutherford wystąpił z przemówieniem na temat obrony imienia Jehowy, w którym też wytłumaczył, dlaczego Stwórca dopuszcza zło” (Strażnica Rok CV [1984] Nr 7 s. 15); „W roku 1926 razem z przyjacielem postanowiliśmy urzeczywistnić swoje chłopięce marzenia - zaciągnąć się na statek i podróżować po świecie. Poszliśmy więc na kurs dla radiotelegrafistów, zorganizowany przez Amerykańskie Towarzystwo Radiowe. Nasza szkoła radiowa mieściła się w Nowym Jorku, toteż chcąc korzystać z zebrań Badaczy Pisma Świętego, które odbywały się w wynajętej sali w starej Masonic Temple, jeździłem za rzekę do dzielnicy Brooklyn. W tym czasie na terenie całego Nowego Jorku był tylko jeden zbór” (Strażnica Nr 15, 1994 s. 22); „Od roku 1945 razem pełniłyśmy służbę pionierską w miasteczkach stanu Missouri, w których nie było zborów (…) Następnie co tydzień zachodziłyśmy do wszystkich okolicznych domów i zapraszałyśmy na wykłady wygłaszane przez braci z Saint Louis. W każdym tygodniu przychodziło od 40 do 50 osób. Podobnie robiłyśmy w późniejszym czasie w miejscowości Louisiana, gdzie wynajęłyśmy salę od wolnomularzy [w ang. Masonic temple]” (Strażnica Nr 15, 1996 s. 22); „W styczniu 1950 roku niezwykle podekscytowani bracia przygotowywali dwudniowe zgromadzenie w Maracaibo. Miał na nie przybyć brat Knorr z Robertem Morganem z Biura Głównego. Pedro Morales był rozczarowany, iż w miejscowej prasie wskutek sprzeciwu Kościoła odmówiono opublikowania informacji o zgromadzeniu. Krótko przed przylotem braci wymyślił więc inny sposób. Później opowiadał: »Poprosiłem, żeby wszystkie dzieci ze zboru wyszły na lotnisko i żeby każde miało bukiet kwiatów. Rzecz jasna, zainteresowało to kręcących się tam dziennikarzy, toteż zapytali, czy spodziewają się jakiejś szczególnej osobistości. Starannie przygotowane dzieci odpowiadały: ‚Tak, proszę pana, i nasz gość wygłosi przemówienie w Sali Masońskiej przy ulicy Urdanety 6, obok komisariatu policji’. Kiedy bracia przybyli, dziennikarze zrobili im zdjęcia, które zamieszczono w gazetach razem z informacją o zgromadzeniu. W ten sposób zapewnili mu rozgłos«.” („Rocznik Świadków Jehowy 1996” s. 225); Sprawę wynajmu sal czy świątyń przez Towarzystwo Strażnica od masonów podejmują też inne publikacje. Oto najważniejsze z nich: ang. Strażnica 1898 s. 2368 (reprint); ang. Strażnica 1905 s. 3679 (reprint); ang. Strażnica 1908 s. 32; ang. Strażnica 1908 s. 96; ang. Strażnica 1908 s. 320; ang. Strażnica 1911 s. 4925 (reprint); ang. Strażnica 1912 s. 5077 (reprint); ang. Strażnica 1919 s. 269; ang. Strażnica 1919 s. 322; ang. Strażnica 1921 s. 277; ang. Strażnica 1921 s. 368; ang. Strażnica 1924 s. 290; ang. Strażnica 1926 s. 192; ang. Strażnica 1939 s. 178; ang. Strażnica 1940 s. 191; ang. Strażnica 1942 s. 288; ang. Strażnica 1943 s. 253-254; ang. Strażnica 1948 s. 114; ang. Strażnica 1948 s. 349; ang. Strażnica 1949 s. 173; ang. Strażnica 1950 s. 125-126; ang. Strażnica 1964 s. 287; 1973 Yearbook of Jehovah’s Witnesses s. 91; 1976 Yearbook of Jehovah’s Witnesses s. 78; 1983 Yearbook of Jehovah’s Witnesses s. 40. Tu chciałoby się zapytać: czy na przykład w wielkim Nowym Jorku nie było żadnej sali do wynajęcia, tylko Świątynia Masońska (Masonic Temple)? Zastanawiająca jest też łatwość kontaktów z wolnomularzami, bo przecież trzeba było prowadzić jakieś rozmowy z nimi, by później przez lata korzystać ze świątyni masońskiej. Czy Świadkowie Jehowy mogą dziś z ręką na sercu powiedzieć, że te ich działania były zgodne ze słowami z 1Kor 10:21? Inne zagadnienia Adwersarze Świadków Jehowy podkreślają też to, że Towarzystwo Strażnica nigdy nie zamieściło zaprzeczenia typu „nie mieliśmy nigdy nic wspólnego z masonerią” (chociaż stawiano mu takie zarzuty), „Russell nie należał do masonerii” albo „Świadkowie Jehowy nie są masonami”. Organizacja ta podawała zaś różne inne przeczenia: „Świadkowie Jehowy (…) nie są… antychrystami: … antysemitami: … chronieni przed klęskami ani przemocą: … fałszywymi prorokami: … fanatykami: … fundamentalistami: … handlarzami domokrążnymi: … komunistami: … niewolnikami ludzi: … religią amerykańską: … sektą: … syjonistami: … tajną organizacją: … wywrotowcami: … zwolennikami opanowania całej ziemi przez Żydów: …” („Skorowidz do publikacji Towarzystwa Strażnica 1986-2000” 2003 s. 538; por. dodatkowo Watchtower Publications Index 1930-1985 1986 s. 460: not Arians, not pacifist). Ciekawe, że Towarzystwo Strażnica świadome jest tego, że część ludzi uważa masonerię za zagrożenie dla chrześcijaństwa i świata, a jednak jakoś nie potrafiło stwierdzić, że „nigdy” z tym ruchem nie miało nic wspólnego: „Na przykład w początkach XX wieku pewni ludzie nabrali przeświadczenia, że Żydzi oraz masoni zamierzają »zniszczyć cywilizację chrześcijańską i ustanowić wspólne rządy nad światem«” (Strażnica Nr 15, 2001 s. 3). Podobno pierwsze krytyczne artykuły o masonerii Towarzystwo Strażnica opublikowało dopiero w latach 1930-1931 (patrz The Golden Age 1930 s. 783-784; The Golden Age 1931 s. 728), o czym wspomina cytowany już adwersarz Świadków Jehowy: „W angielskim wydaniu »Złotego Wieku« z 3 września 1930 roku gwałtownie atakował on [Rutherford] wolnomularzy, obwiniając ich nawet o związki z satanizmem. Także »Złoty Wiek« z 5 sierpnia 1931 roku zawiera podobny artykuł” („Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 80). Trudno bowiem za jakąś krytykę masonerii uznać wcześniejsze następujące słowa Russella: „Kiedy ucisk zacznie się zwiększać, ludzie będą szukać na próżno ochrony i ratunku w jamach i jaskiniach, w wielkich skałach i fortecach społecznych (W Wolnej Masoneryi, Uniach Handlowych, w Trustach i wszelkich towarzystwach świeckich i kościelnych) oraz w górach (w rządach) tej ziemi” („Nadszedł Czas” 1919 s. 152; por. podobne słowa w książce pt. „Dokonana Tajemnica” 1925 s. 143). Zastanawiające jest to, że pomimo postawienia zarzutu o łączność wolnomularzy z satanizmem, nadal wynajmowano od nich sale. Ktoś, broniąc Towarzystwa Strażnica, może powiedzieć, że przed 1930 rokiem nie wiedziano o tym, że masoni mają coś wspólnego z powyższym (tzn. z satanizmem). Tak jednak nie jest, bo już w publikacji z 1917 roku istnieje przynajmniej jedna wzmianka, która łączy wolnomularstwo z demonami. Jest to komentarz do słów z Ap 9:20 (w którym występują demony), w którym podano: „Aby się nie kłaniali dyabłom. – Przyłączając się, dowolnie, do masonów, lub innych tajnych organizacyi, nauczających spaczonej formy religii” („Dokonana Tajemnica” 1925 s. 197; por. s. 464 [ang. ed. 1917 s. 166; por. s. 415]). Jeśli nawet organizacja Świadków Jehowy nigdy oficjalnie nie współpracowała z masonerią, to jednak zgrzeszyła w tej kwestii nieroztropnością czy interesownością poprzez wynajmowanie „świątyni” czy sal od tego ruchu. Ponieważ, jak wspomniano powyżej, autor nie jest „zwolennikiem bezpośredniego łączenia Towarzystwa Strażnica z wolnomularstwem”, dlatego pominął w artykule tym kwestie kontaktów obu tych ruchów. Bazowanie wyłącznie na materiałach pochodzących od Świadków Jehowy nie daje bowiem szans ukazania tego, że taka współpraca między tymi dwoma organizacjami istniała (prócz rozmów o wynajmie sal i świątyni). Zagadnienie to podjęła cytowana wcześniej książka i do niej zainteresowanych odsyłamy (patrz „Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, rozdziały: Wolnomularstwo, s. 53-59; Towarzystwo Strażnica i wolnomularstwo, s. 70-85). Jednak i Świadkowie Jehowy sami wspominają o kontaktach i swym przemówieniu w „Rotary Club w południowym San Francisco” (Przebudźcie się! Nr 22, 1996 s. 18), który ma wiele wspólnego z organizacjami masońskimi. Problem ten opisał J. Lewandowski w swoim artykule pt. Świadkowie Jehowy i masoński Rotary Club ( Natomiast o dawnych kontaktach Towarzystwa Strażnica z wolnomularstwem wspominają następujące książki: „Świadkowie Jehowy bez retuszu” G. Fels, Niepokalanów 1996, rozdz. Powiązania Świadków Jehowy z… masonerią; „Największe oszustwa i proroctwa Świadków Jehowy” C. Podolski, Gdańsk 1996, rozdz. Świadkowie Jehowy i masoneria (dostępna też w internecie). Na zakończenie warto wspomnieć, że cytowany Robin de Ruiter doszukuje się wpływu masonerii na słownictwo i teologię Russella. Wyraził on to następującymi słowami: „Wszyscy możemy stosować medyczne terminy i wyrażenia. Gdy czytamy książki lub słuchamy wypowiedzi, w których one dominują, to jej autora możemy posądzić o to, że jest lekarzem lub ma do czynienia z medycyną. Russell w swych książkach i kazaniach stale używa typowo wolnomularskich wyrażeń takich jak »Wielki Budowniczy Wszechświata«, »Porządek«, »Wielki Mistrz«, »Światło«, »Kapłaństwo«. Możemy z tego wnioskować, że miał on związki z wolnomularstwem” („Świadkowie Jehowy wobec polityki USA, syjonizmu i wolnomularstwa” Robin de Ruiter, Kraków 2007, s. 73); „Również postać Hirama jest otoczona tajemnicą. Dla wolnomularzy Hiram-Abif jest dobrym człowiekiem, porównywalnym z patriarchami Starego Przymierza. Hiram był najzręczniejszym mistrzem murarskim. (…) Hiram-Abif, według autentycznych źródeł wolnomularskich, jest mesjaszem wolnomularzy. (…) Russell w swoim kazaniu Tęsknota wszystkich narodów* również identyfikował Hirama z mesjaszem. Z jakiego źródła czerpał przekonanie? [przypis: *Pastor Russell’s Sermons, dz. cyt., s. 804]” (jw. s. 75). Ponieważ zasygnalizowane kwestie są szerokimi zagadnieniami (np. porównywanie angielskiego słownictwa Russella i masonów), pozostawiamy je więc do indywidualnego przestudiowania każdemu zainteresowanemu. Dodatek. C. T. Russell a wolnomularze Już po napisaniu tego artykułu dowiedziałem się o tym, że jedna z grup badaczy Pisma Świętego opublikowała po polsku, w swym czasopiśmie pt. Straż (2/2010, str. 28), kazanie C. T. Russella zatytułowane „Świątynia Boża” (The Temple of God). Pochodzi ono z 1913 roku i jest zamieszczone w tzw. Convention Reports Sermons (s. 359-365). Również opublikowane zostało ono w internecie po polsku i w oryginale angielskim (patrz Ponieważ w tym długim artykule wielokrotnie przywoływani są wolnomularze, nie sposób nie napisać kilku słów na ten temat. Muszę tu jednak zaznaczyć, że byłem bardzo zaskoczony treścią tego kazania. Wprost zamurowały mnie niektóre stwierdzenia C. T. Russella. Otóż o ile w kazaniu tym prezbiterianie, baptyści, kongregacjonaliści, rzymsko-katolicy, anglikanie i wolnomularze nazwani są „przyjaciółmi”, to tylko ci ostatni, tzn. masoni, określeni są jako „bracia”, a nawet „nasi bracia” czy „bracia wolnomularze” (Masonic brethren): „Nasi przyjaciele wolnomularze” (kilka razy); „co chcieliby nam również powiedzieć nasi bracia wolnomularze”; „jak praktykują to nasi bracia wolnomularze”; „Być może inni wolnomularscy bracia”. Russell w swym kazaniu chce koniecznie wskazać na wspólne nauki badaczy i masonów oraz stwierdza, że nie ma nic złego do powiedzenia o nich, tym bardziej, iż przemawiał w świątyni wolnomularzy. Stosuje też on do siebie i swego ruchu termin „wolnomularstwo”. Mówi też, że ma wśród masonów „serdecznych przyjaciół” i że mają oni „niektóre bardzo cenne prawdy”. Oto jego słowa: „Jest mi też bardzo miło powiedzieć przy tej okazji kilka słów o pewnych sprawach, co do których zgadzamy się z naszymi przyjaciółmi wolnomularzami, jako że przemawiamy w budynku poświęconym wolnomularstwu, a my również jesteśmy mularzami. Jestem wolnomularzem. Jestem uznanym wolnomularzem, jeśli wolno mi tę sprawę przedstawić w całej rozciągłości, gdyż to jest to, co chcieliby nam również powiedzieć nasi bracia wolnomularze – że są oni uznanymi wolnomularzami. Taki jest ich sposób wyrażania się. Tak więc i ja jestem uznanym wolnomularzem. Wydaje mi się nawet, że wszyscy nimi jesteśmy. Ale nie w taki sposób, jak praktykują to nasi bracia wolnomularze. Nie sprzeczamy się z nimi. Nie zamierzam mówić niczego przeciwko wolnomularstwu. W rzeczywistości niektórzy z moich serdecznych przyjaciół są wolnomularzami i muszę przyznać, że wyznają oni niektóre bardzo cenne prawdy”. Russell wskazuje też na Wielką Piramidę, która łączy go z masonerią: „Gdy rozmawiamy z naszymi przyjaciółmi wolnomularzami o świątyni oraz jej znaczeniu, a także o tym, co to znaczy być dobrym wolnomularzem lub też o Wielkiej Piramidzie, której oni właśnie używają jako swojego symbolu, a także o znaczeniu piramidy, nasi przyjaciele wolnomularze są zdumieni. Pewien człowiek, który przez długi czas był wolnomularzem, zakupił ostatnio wielką ilość książek, które omawiają znaczenie Wielkiej Piramidy, i rozesłał je, jak mi się wydaje, do tysięcy wolnomularzy. Zapłacił on za nie, a także rozesłał je na własny koszt. Chciał on, by wolnomularze dowiedzieli się czegoś o Wielkiej Piramidzie. Wiedział on, że będą tym tematem bardzo zainteresowani”. W innym fragmencie Russell nadaje Jezusowi określenia, którymi posługują się masoni: „Tak właśnie jest. Wielki Mistrz, Budowniczy naszego wysokiego zakonu uznanego wolnomularstwa, Pan Jezus Chrystus, położył pod nią cały fundament”. W kolejnych fragmentach Russell, choć zaprzecza, że był wolnomularzem, to jednak nadal szuka punktów wspólnych z nauką masońską: „Choć nigdy nie byłem wolnomularzem, słyszałem że wolnomularze posługują się pewnymi obrazami, które dość dokładnie to ilustrują. Jest to jazda na koźle. A Biblia, jak wiecie, mówi o kozłach. Biblia mówi, że kozłem, którego musicie mniej lub bardziej ujeżdżać na każdy dzień, jest wasze ciało. Naszym przyjaciołom wolnomularzom udaje się to całkiem nieźle. Nie mam pojęcia, jak to robią. Jestem często zdumiony, że udało im się zrozumieć tak wiele tajemnic naszego najwyższego i uznanego porządku wolnomularskiego”. „Wolnomularze mają jeszcze jedną rzecz, jak mi powiedziano, która dobrze to obrazuje – każdy skrawek ubrania musi zostać zdjęty, zostać bez niczego: »Nie mam nic na świecie tym«. To stosuje się również do nas. Wysoki Porządek naszego wolnomularstwa nie pozwala ci zostawiać niczego, gdy do niego przystępujesz”. „Czy uważasz, że Kościół Pana jest tajemnym zgromadzeniem? Tak, oczywiście, że jest on takowym. Jest to najwspanialsze tajemne zgromadzenie, jakie kiedykolwiek widział świat. Tajemnica Boża jeszcze się nie dokonała”. „Również Wolnomularze uznają swego głównego Budowniczego za zabitego. To jest taki sam obraz. Wolnomularze przyjmują pierwszego Budowniczego, który został zabity, ponieważ znał tajemnicę. Taką mają teorię, że pierwszy wielki Budowniczy miał tajemne plany budowy świątyni i gdy został zabity, tajemnica tej budowy w pewnym stopniu została zagubiona. Niektóre szczegóły nie zostaną dokonane aż do zmartwychwstania. Tak więc wolnomularze jako społeczność przynajmniej teoretycznie przyznają, że oczekują na powrót owego pierwszego Mistrza Budowniczego, który stracił swe życie dawno temu za czasów Salomona z powodu tajemnicy świątyni. Tak też i wy, i ja jako pod-budowniczy, oczekujemy na powrót naszego Mistrza Budowniczego”. „Interesujące jest także dowiedzieć się nieco o stopniach naszego wolnomularstwa. Niektórzy wstępują jedynie do inicjatu i nigdy nie osiągają doskonałości. Pierwszy stopień to uznanie Jezusa za naszego Zbawiciela i wiara w Niego. To daje nam prawo do osiągnięcia wyższych stopni. Wtedy dopiero, gdy uzyskujemy dostęp do tajemnic Pana i poznajemy sekrety przynależące do Najwyższego Uznanego Porządku Wolnomularstwa, musimy przejść na wyższe stopnie, ponieważ ci, którzy znajdują się w owym pierwszym wtajemniczeniu, praktycznie wiedzą jeszcze bardzo niewiele”. „Na przykład zostać przywódcą w Kościele. Oznacza to otrzymanie jednego z najwyższych stopni – stania się przywódcą Kościoła Chrystusowego, zostania Rycerzem Świątyni, znalezienia się wśród tych, którzy są specjalnymi pracownikami w różnych zakresach służby Świątyni, i którzy najwięcej wiedzą o tej Świątyni”. „Wiem, że w zakonach wolnomularskich, przechodząc do wyższych stopni, trzeba się coraz więcej uczyć, a są wolnomularze trzydziestego drugiego stopnia, którzy wiedzą bardzo wiele rzeczy, które nie są znane tym, którzy znajdują się na szesnastym poziomie. Znów ci z szesnastego poziomu wiedzą więcej niż ci, którzy są pod nimi, na trzecim stopniu. Jest to kwestia wzrastającej wiedzy. Tak też jest w duchowej Świątyni. Tak też jest w duchowej Świątyni. Apostoł zachęca nas, byśmy wstąpili wyżej. Mówi nam, byśmy wzrastali w łasce i znajomości, a także rozwijali charakter na podobieństwo naszego Pana, abyśmy stawali się coraz bardziej podobni do wielkiego Naczelnego Dowódcy, wspaniałego Arcykapłana naszego wyznania, wielkiego Templariusza wszystkich templariuszy, który za nas umarł, dając nam przykład, i który nie tylko nas odkupił oraz dał sposobność wejścia i stania się członkami owego wysokiego bractwa”. „Wolnomularz powie wam z wielką dumą: My, wolnomularze staramy się żyć według najwyższych standardów. I jestem pewien, że tak jest. To samo mówię i do was, drodzy przyjaciele. My, uznani wolnomularze pod dowództwem Jezusa Chrystusa posiadamy najwyższe standardy. (…) Jednym z najwyżej wtajemniczonych w naszym porządku – powiedziałbym, że jest on duchowym wolnomularzem trzydziestego drugiego stopnia – był św. Paweł”. Widzimy z powyższych fragmentów, że Russellowi bardzo bliscy byli wolnomularze. Prócz tego, że wśród nich miał przyjaciół, to na dodatek nazywał ich braćmi. Russell z upodobaniem stosował określenia typowo masońskie, porównywał swoje nauki z wolnomularskimi oraz koniecznie chciał wykazać, że jego ruch badacki jest jakiegoś typu wolnomularstwem. Z tego też powodu Apostoła Pawła zaliczał do wyższej hierarchii masońskiej (32 stopień), a Chrystusa nazywał Wielkim Mistrzem Budowniczym i wielkim Templariuszem. Z dumą też podkreślał, że z wolnomularzami łączy go nauka o Wielkiej Piramidzie i świątyni. Po tym podsumowaniu wypada tylko zainteresowanych zachęcić do przeczytania całego artykułu Russella pt. „Świątynia Boża” i do samodzielnego wyciągnięcia wniosków dotyczących tego tematu. Oto miejsca, gdzie on jest wstawiony: PDF i html Po ang. The Temple of God:
Mówić o masonerii dzisiaj, to narażać się na posądzenie o fobie anty masońskie, o chęć polowań na czarownice, w końcu o wskrzeszanie dawno nieaktualnych mitów. A tymczasem masoneria to cząstka naszej współczesności, niezbyt widoczna ale bardzo aktywna. Kto zachował wizerunek masonerii z przełomu XIX i XX wieku z jej agresywnością antykościelną, kampaniami prasowymi i nagonkami np. wokół objawień w Fatimie - ten może mniemać, że masonerii teraz nie ma. A ona jest i działa, ale inaczej. Od tamtego czasu masoneria zmieniła taktykę. Rosnący autorytet moralny i intelektualny Kościoła Katolickiego w XX wieku przekonał ją, że walcząc z nim z otwartą przyłbicą, przysparza sobie więcej wrogów niż sympatyków, a jej wpływy w krajach i środowiskach katolickich maleją. Zaprzestała oficjalnej walki, przeciwnie, zaczęła dążyć do porozumienia z władzami kościelnymi a w środowiskach, na które chciała wywierać wpływ, rozpowszechniała opinie, że nie ma zasadniczych różnic między wiarą chrześcijańską a orientacją masońskąa jest dużo zbieżności. Starała się jednocześnie mieć swoich ludzi i swoje agendy w ruchach cieszących się specjalnym zainteresowaniem i autorytetem w danym momencie, jak np. w przygotowaniach do konferencji w Helsinkach a potem w inicjatywach po niej wyłonionych. Nie na tym koniec: bardzo zabiega o to, aby mieć swoje komórki na wyższych uczelniach, w organizacjach międzynarodowych, w Kościele także... W celu rekrutacji nowych członków penetruje głównie środowiska inteligenckie, nauczycielskie, kadry kierownicze, wolne zawody, świat wielkiego biznesu i polityki. Do masonerii nie można się zapisać, można być tylko do niej zaproszonym, więc nie jeden zaproszony czuje się tym doceniony, wyróżniony, zaliczony do kręgów elity. Zapraszający umiejętnie podsycają wielkie pożądania człowieka: wiedzieć, znaczyć, posiadać i mieć władzę. Kandydat jest zobowiązany od początku do absolutnej szczerości wobec nowych władz i do dyskrecji. Władze masońskie staraj ą się o to, aby członkom umożliwić karierę zawodową czy społeczną. W ten sposób uzależniają ich od siebie. Zaciągnąwszy takie zobowiązania wobec organizacji, mason, który chciałby opuścić jej szeregi, napotyka na trudności. Oprócz loży do której należy, czuwa nad nim loża sekretna, składająca się z niewielkiej ale wpływowej liczby mistrzów; z niej wychodzą ostrzeżenia, groźby do utraty życia włącznie. Taktyką masonerii jest także tworzenie szeregu organizacji o celach i hasłach szlachetnych: pomocy humanitarnej, akcji charytatywnej, zajęcia się niepełnosprawnymi, młodzieżą. Wzniosłość tych celów i pozorna nieszkodliwość masonerii powodują, że wielu katolików idzie na jej lep uczestnicząc w lożach a przede wszystkim w dziełach przez nią inicjowanych. Do tych ostatnich należą Rotary Club, Lion's Club i inne. Są to przedszkola masońskie, umożliwiające obserwację osób, które potem zaprosi się do loży. Próby rzetelnej konfrontacji doktryny masońskiej z chrześcijaństwem napotykają na gwałtowne protesty masonów - "katolików", jak to miało miejsce w 1997 roku na łamach francuskiego pisma katolickiego Familie Chretienne (nr 1013 z VI 1997). Głos zabrał wtedy dr Maurice Caillet, konwertyta, który przed swoim nawróceniem przez 15 lat był członkiem loży Wielkiego Wschodu Francji, zrzeszającej tylko w tym kraju 41 tyś. masonów. Doktor Caillet osiągnął w masonerii wysoki stopień wtajemniczenia, zajmował szereg ważnych stanowisk, więc można go uznać za wiarygodnego, jeżeli stwierdza, że nie sposób pogodzić wierność Chrystusowi i Jego nauce z przynależnością do loży masońskiej, niezależnie od jej rytu, bo i w masonerii są różnice doktrynalne w poszczególnych obediencjach. Hasłami masonerii są: wolność, równość, braterstwo, wylansowane przez Rewolucję Francuską i stanowiące do dziś zawołanie Republiki Francuskiej. Czasami dodaje się dziś czwarte hasło: solidarność, może dlatego, ze słowo to w ostatnich dwudziestu latach zrobiło światową karierę. Ale różna treść się pod tymi słowami kryje. Od każdego, kto wstępuje do masonerii, wymaga się w imię wolności odrzucenia wszelkiego dogmatu. Więc katolik powinien w tym momencie zaprzeć się Jezusa Chrystusa jako Boga - Człowieka, Trójcy Świętej, Odkupienia, Zmartwychwstania, życia wiecznego. Choć masoneria, jak sama deklaruje, nie jest religią, stworzyła pewną wizję zamiast Boga: jest to Wielki Architekt, który zbudował świat, ale jednocześnie życie człowieka go nie interesuje. Mamy sobie radzić sami. Nie ma Łaski, Odkupienia, Miłosierdzia. Zainteresowanie światem pozazmysłowym, duchowym wykazuj ą niektóre środowiska masońskie, idące w kierunku okultyzmu, ale szeregowy mason nie jest do tych zainteresowań zachęcany, ma iść za instrukcjami swojej loży, zajmując się sprawami doczesnymi. Te są najważniejsze. W praktyce masoneria służy rozwijaniu trzech podstawowych pożądań człowieka: wiedzieć, posiadać, mieć władzę. Nie ma w niej miejsca na Boga osobowego, Ojca bliskiego człowiekowi do tego stopnia, że Syna swego poświęcił, żeby człowiek mógł być znowu Jego dzieckiem, nie ma więzi miłości między Bogiem a człowiekiem i między człowiekiem a Bogiem. Nie ma nieba, jest pustka kosmiczna, nie ma wiecznego udziału w szczęściu Bożym, jest po śmierci jakiś Wieczny Orient, bliższy nicości niż życiu. Chrystus jest uznawany, ale jako człowiek, postać historyczna, twórca systemu filozoficzno-moralnego, inspiracja artystyczna. Nic więcej. Jak tu pogodzić naszą chrześcijańską wiarę i doświadczenie Jezusa Chrystusa, Pana i Odkupiciela, Chleba Eucharystycznego w naszym życiu doczesnym, Alfy i Omegi wszystkiego teraz i zawsze, z takim ograniczonym Jego obrazem? Na Pismo Święte masoni powołują się często, w swych rytach zachowują różne relikty biblijne, potrafią nawet przysięgać na Biblię. Ale dla nich to nie Słowo Boga do ludzi, to nie Objawienie, księga Przymierza Boga z człowiekiem. Na szczególną uwagę zasługuje masońskie poszukiwanie prawdy. Od początku racjonalistyczna, masoneria jako jeden z celów stawiała oświecenie, poznanie, zgłębianie tajemnic. Dlatego adresowała swoją propozycje głównie do intelektualistów. Ale SWOJĄ prawdę czy oświecenie podaje swym członkom w wymierzonych porcjach poprzez etapy różnych inicjacji, sekretów, kręgów, stopni wtajemniczenia. To światło - mówi doktor Caillet - jest iluzją, poświatą, czymś, czego stale się oczekuje i nigdy nie dostrzega. Ten ezoteryzm dawkowany nie ma wiele wspólnego z wolnym poszukiwaniem odpowiedzi na wielkie pytania, które stawia rozum ludzki. Dzisiaj, zgodnie z tendencjami postmodernistycznymi, uznaje się w masonerii coraz częściej równowartość wielu prawd, myląc subiektywne poglądy człowieka z obiektywnie istniejącą prawdą. Czego innego nauczał nas Jezus Chrystus mówiąc do tłumów językiem potocznym, jawnie, adresując swój ą Dobrą Nowinę do wszystkich ludzi. Każdy, kto chce, może czerpać z Chrystusowej nauki pod jednym warunkiem, że przyjmie ją w całości, bez wybierania tylko tego, co mu dogodne. Dekalog obowiązuje wszystkich chrześcijan od pierwszoklasisty do papieża. Jeżeli życie chrześcijan nie dorasta do wymogów Ewangelii, to dlatego, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Istnieje jedna Prawda - Jezus Chrystus, Światłość świata. Kto za Nim idzie, nie błąka się w mrokach, oczekując od ludzi oświecenia czy wtajemniczenia. W miarę poznania Boga każdy znajdzie odpowiedź na wiele nurtujących go problemów, bo Bóg rozumie go lepiej, niż on sam siebie rozumie. Nie możemy rozumieć człowieka bez Chrystusa (Jan Paweł II). Z masońskiego relatywizmu odnośnie prawdy wynika relatywizm moralny tej orientacji. Wszędzie, gdzie miała swoje wpływy masoneria - mówi doktor Caillet - opowiadano się za rozwodami, aborcją i antykoncepcją. Wielkim hasłem lansowanym przez propagandę pochodzenia masońskiego to tolerancja. Niekiedy wymóg tolerancji stawiany jest tak rygorystycznie, że prowadzi do aktów moralnego terroru. Jeżeli w jej imię zakazuje się używania symboli religijnych chrześcijaństwa np. w dekoracjach przedświątecznych (miało to miejsce w Europie), to jak to nazwać? Masoneria, jak sama głosi, nie jest religią, ale dąży do utworzenia religii, któraby odpowiadała wszystkim ludziom. Tak to formułują Konstytucje Andersona - pierwszy dokument programowy masonerii z 1723 roku. Dzisiaj jest to realizowane poprzez popieranie tendencji synkretycznych - tzn. do zmieszanie wszystkich religii ze sobą jako równouprawnionych, na zasadzie każda mówi o Bogu takim, jakiego dany człowiek potrzebuje. Wszyscy wierzą w Boga, ale każdy ma swojego boga. Ludzie mają mieć swoją prawdę, swój ą etykę, swojego boga, jak się ma swego dentystę, swego adwokata, swoje konto w banku. Przeciw synkretyzmowi, który jest dzisiaj wielkim zagrożeniem, staje bardzo stanowczo Kościół Katolicki, ostrzegając przed mieszaniem doktryn wiary, obrzędów i symboli liturgicznych, metod modlitwy. Masoneria, choć deklaruje swoją chęć porozumienia z Kościołem, to naprawdę uważa go za główną przeszkodę na drodze swego rozwoju. Dlatego liczne są próby dostania się do jego struktur hierarchicznych, aby móc manipulować nim od wewnątrz. Solą w oku jest Jan Paweł II. Coraz to w różnych miejscach wybuchaj ą kry tyki jego słów czy działań, są nagłaśniane protesty przeciw jego pielgrzymkom np. do Tours we Francji. Trudno dopatrywać się wszędzie inspiracji masońskiej, ale znając metody tej organizacji, wykluczyć jej nie można. Kościół nigdy nie dał się zwieść pozornie humanistycznym hasłom masonerii, nie przyjął deklarowanej chęci porozumienia, nie widząc uczciwych podstaw do niego. W 1983 roku Kongregacja Doktryny Wiary wydała Deklarację, podpisaną przez prefekta kard. Józefa Ratzingera, przyjętą przez papieża Jana Pawła II i ogłoszoną na jego polecenie. Czytamy w niej: negatywna ocena Kościoła o wolnomularskich zrzeszeniach pozostaje wciąż niezmienna, ponieważ ich zasady były zawsze uważane za nie do pogodzenia z nauką Kościoła i dlatego też przystąpienie do nich pozostanie nadal zabronione. Wierni, którzy należą do wolnomularskich zrzeszeń, znajdują się w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przyjmować Komunii świętej. Mimo upływu lat, zagrożenie nadal trwa i wielu chrześcijan w swojej niewiedzy czy naiwności dostało się pod wpływy masońskie, głównie za przyczyną organizacji paramasońskich jak Lions's Club czy Rotary Club. Ta ostatnia została określona przez doktora Caillet mianem łodzi podwodnej masonerii. Bóg, zatroskany o losy ludzkości znajdującej się na groźnym zakręcie, posyła swoje ostrzeżenia w licznych objawieniach i orędziach. Kobiecie francuskiej, Francoise, dnia 10 lipca 1996 roku Pan Jezus podyktował następujące słowa: «To, co ci przekazuję obecnie, ma na celu otwarcie oczu tym, którzy nie widzą tej niszczycielskiej siły, jaką jest masoneria. Szatan postanowił działać na zgubę życia, pragnąc zbuntować ludzi przeciw Bogu w najbardziej szatańskim z dzieł, zbudowanym na pysze i nienawiści Boga - masonerii. Jest to wyrafinowane dzieło zniszczenia, które ukrywa się pod pozorem dobroczynności. Jest to władztwo idące od szatana tak niedostrzegalnie, że nie podejrzewaj ą go nawet niektórzy wierni, zabłąkani w tej trucizna, która działa skrycie, aby podważyć tron Boga i zająć Jego się nad duszą, która w pewnym momencie chce powrócić do światłości i zrozumieć, jak to wszystko jest ciemne i szkodliwe. Ale tak niewielu tego pragnie... Chcę ich ratować: pomóż Mi, przekazując to orędzie tym umarłym za życia, ich dusze są czarne jak śmierć; oni Mnie torturują i biczują, stając się zdobyczą szatana. Obrzydliwość ich własnych grzechów ich zadusi, jeżeli nie powrócą do Mnie...» Teresa Tyszkiewicz Publikacja za zgodą redakcji Miłujcie się!, nr 9-10/1999
Rotary jest światową organizacją humanitarną z ponad 1,2 miliona członkami zrzeszonymi w klubach Rotary w ponad 200 krajach i regionach geograficznych. Członkowie Rotary to mężczyźni i kobiety o różnorodnych zawodach których łączy wspólny cel uczynienia świata lepszym przez służbę humanitarną. Celem działalności Klubów Rotary jest wspieranie i umacnianie ideału służby, jako podstawy godnych i wartościowych przedsięwzięć, a w szczególności: rozwijanie bezpośrednich kontaktów międzyludzkich jako możliwości niesienia pomocy promowanie wysokich standardów etycznych w działalności zawodowej i w ramach zawodów promowania wszelkich form pracy społecznej oraz nobilitowania zawodu wykonywanego przez każdego Rotarianina jako możliwości służenia społeczeństwu stosowania ideału służby przez każdego Rotarianina w życiu osobistym, zawodowym i społecznym propagowanie zrozumienia międzynarodowego, dobrej woli i pokoju poprzez światową wspólnotę osób o różnych zawodach, połączonych ideałem służby. Motto Rotary: Service Above Self (Służba ponad własne interesy). Klub służebny (organizacja służebna) to ochotnicza, działająca nie dla zysku organizacja, której członkowie spotykają się regularnie w celu pomocy potrzebującym osobom w lokalnych społecznościach. Pomoc ta przekazywana jest w formie pracy własnej członków klubu i/lub poprzez zbieranie pieniędzy i przekazywanie ich na określone (np. przez inne organizacje) cele. W pierwszym rzędzie misją klubu jest służba; dodatkowo członkowie klubów okazują sobie wsparcie, spotykają się i inspirują wzajemnie do indywidualnego rozwoju. Oprócz Rotary kluby służebne znane w Polsce to np. Lions. Na świecie także Sertoma, Kiwanis, Zonta.
czy rotary club to masoneria