Religia to nie ekwiwalent etyki. Lekcje religii nie stanowią prostego ekwiwalentu lekcji etyki. Zajęcia te mają bowiem charakter konfesyjny i odbywają się zgodnie z § 4 rozporządzenia MEN na podstawie programów opracowanych i zatwierdzonych przez właściwe władze kościołów i innych związków wyznaniowych i przedstawionych ministrowi edukacji jedynie do wiadomości.
Dziennik wskazuje, że "opcja zerowa" - czyli rezygnacja zarówno z religii jak i etyki robi się coraz popularniejsza. Tymczasem Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiada zmiany w tym zakresie. Przemysław Czarnek
W związku z rezygnacją z uczęszczania na zajęcia lekcji religii/etyki, proszę o zwalnianie mojego syna/mojej córki z obecności w szkole w czasie w/w zajęć jeśli przypadają na pierwszej lub ostatniej lekcji w planie. Jednocześnie oświadczam, że biorę pełna odpowiedzialność za moje dziecko w tym czasie.
REZYGNACJA RODZICA Z UCZĘSZCZANIA JEGO DZIECKA NA LEKCJE RELIGII/ETYKI* Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych szkołach, niniejszym: niniejszym oświadczam, że rezygnuję z uczestnictwa mojego syna/mojej córki
Lekcja 8 – “Dekalog”. Katecheza 2.0 to program wspierający nauczanie katechezy w szkołach. Celem programu jest krzewienie wiary katolickiej w młodym pokoleniu i powstrzymanie obserwowanego spadku uczestnictwa w lekcjach religii. Dedykowany katechetom, księżom i wychowawcom pracującym z młodzieżą.
W sprawie religii mamy prawo milczeć. Podkreślamy zatem, że podstawowym konstytucyjnym prawem każdego rodzica na pierwszym zebraniu jest „prawo do milczenia”. (art. 53 ust. 7 Konstytucji
Dodatkowo, dla przypomnienia, przesyłam pismo z dnia 16.02.2009 r. nieżyjącego już RPO Janusza Kochanowskiego do MEN, dotyczące planów wprowadzenia w tamtym czasie obowiązkowych lekcji etyki dla osób, które nie uczęszczają na religię. Pozdrawiam Zwolennik świeckości. OBOWIĄZKOWE ZAJĘCIA Z RELIGII LUB ETYKI
HV6i. Uczniowie coraz powszechniej wypisują się z lekcji religii. Tłumaczą, że katecheza nie jest przedmiotem obowiązkowym. Problem dotyczy już nie tylko dużych miast. Co kryje się za taką decyzją i o czym ona świadczy? Kapucyn br. Sebastian Piasek już na wstępie podkreśla, że problem wypisywania się z lekcji religii przez młodych jest kwestią złożoną i dosyć skomplikowaną. Można rzucać różne tezy i osądy, ale jeszcze lepiej posłuchać ludzi, których katecheza dotyczy osobiście. - Trzeba spojrzeć na podłoże społeczno-kulturowe, na mentalność młodych, ale także na ich problemy. To, co powiem, jest wynikiem moich rozmów z uczniami, a także własnych obserwacji. Uczę katechezy w II LO. im. Emilii Plater w Białej Podlaskiej. Młodzież, która od pierwszej klasy zadeklarowała uczestnictwo w katechezie, ciągle na nią uczęszcza. Nikt się nie wypisał. Bywa, że ktoś, kto wcześniej zdecydował, iż nie będzie przychodzić na religię, dziś w niej uczestniczy. Jestem tym bardzo zbudowany. Mam klasy, w których na katechezę przychodzi prawie 100% uczniów, ale są też takie, gdzie ta ilość sięga tylko 30%. Niektórzy wypisywali się, zanim poznali katechetę. Rezygnacja z religii nie zawsze jest więc związana z osobą prowadzącego. Są tacy uczniowie, którzy zwyczajnie, od progu i bez ogródek mówią, że nie chcą uczestniczyć w tych lekcjach - podkreśla br. Sebastian. Rola rodziców Zakonnik zaznacza, że duże znaczenie w tej kwestii ma postawa rodziców. - Decyzja o uczęszczaniu na katechezę po części wynika z tego, jakie wychowanie odebrał młody człowiek w rodzinnym domu: czy był kształtowany do życia w wierze i moralności, czy przekazano mu najważniejsze wartości katolickie. Ważne jest, czy rodzice naprawdę chcą, by ich dziecko pogłębiało formację. Dobrze, jeśli motywują swoje pociechy do uczęszczania na religię, widzą potrzebę przychodzenia na katechezę. Niestety, wielu rodziców, mówiąc potocznie, „olewa” swoje dzieci i podpisuje wszystko, o co zostają poproszeni. Duże znaczenie ma fakt, czy domownicy interesują się formacją młodego pokolenia, czy raczej jest im to obojętne - mówi br. S. Piasek. Dodaje, że na chodzenie lub wypisywanie się uczniów z katechezy mają też wpływ poglądy polityczne rodziców. Opinia matki i ojca przekłada się na opinię dziecka. Jeśli rodzic uważa, że religia powinna być w salce, a nie w szkole, to dziecko często powiela ten pogląd. Młodzi mają wymagania Nieobojętna staje się także postawa samych katechetów. - Moi uczniowie chcą katechezy prowadzonej na poziomie. Mówią, że liczą na merytoryczność i konkretną wiedzę. Nie boją się, że będę stawiać im wymagania. Na katechezie robię kartkówki i sprawdziany, razem czytamy i rozważamy słowo Boże. Niestety, są też tacy uczniowie, którym to przeszkadza. Wolą, by od nich niczego nie wymagać. Młodzi opowiadają, że nie wszyscy katecheci wykazują się dużym zaangażowaniem i na lekcje przynoszą filmy. Nieraz słyszałem od młodych: „Film mogę obejrzeć w domu, w szkole chcę konkretu, chcę wiedzy, odpowiadania na nasze pytania, wątpliwości i trudności, na przeżywane przez nas rozterki. Katecheza ma dotyczyć także naszego życia” - opowiada o. Sebastian. Bywa, że uczniowie skarżą się na zbyt dużą liczbę godzin religii. Mówią, że w całym cyklu szkoły średniej bywa jej więcej niż przedmiotów, z których można zdawać maturę (np. biologii, chemii czy geografii). - Ci, którzy tak twierdzą, wcale nie dyskredytują katechezy. Zwracają raczej uwagę na potrzebę innego rozplanowania religii. Może warto byłoby to różnicować i zwrócić baczniejszą uwagę na okresy, które są szczególnie związane z rozwojem naszego życia religijnego, z przygotowaniem do I Komunii św., bierzmowania czy sakramentu małżeństwa? Nie do końca godzę się ze zdaniem, że godzin religii jest za dużo, ale pomysł przeorganizowania warto byłoby przemyśleć - twierdzi zakonnik. Wzajemne przekonywanie Dlaczego jeszcze uczniowie rezygnują z uczęszczania na religię? Ze względu na opinię kolegów. - Większość umie przekonać mniejszość i na odwrót. Bywa, że ci, którzy są nastawieni do religii negatywnie, decydują się przychodzić na lekcje, bo zostali namówieni przez kolegów. Tu liczy się też stawianie wymagań przez rodziców; ważne, by chcieli przekonać swoje dzieci, by korzystali z prawa do decydowania o sposobie ich formacji, aby decydowali się na posyłanie dzieci na religię - przekonuje o. Sebastian. Na koniec zaznacza, że katechezy nie można utożsamiać z religioznawstwem. - My, katecheci, mamy obowiązek przekazywać wiedzę i głosić kerygmat, mamy uczyć wiary. Nie można przekazywać samej wiedzy, trzeba przekazywać także Chrystusa. Mamy do tego prawo na mocy porozumień z rządem, zresztą - tak samo jak inne kościoły ( prawosławny, grekokatolicki czy kościoły protestanckie). Religia to nie tylko neutralna wiedza. Po drugie, katecheta winien być nie tylko nauczycielem, ale też świadkiem. Jego praca powinna mieć wymiar misyjny i ewangelizacyjny. Szkoła dla wielu młodych jest środowiskiem opresyjnym. Katecheta nie może stać po drugiej stronie barykady, ma być z uczniami, wspierać ich, towarzyszyć w rozterkach i rozeznawaniu, w przeżywaniu trudności, których oni doświadczają. Jeśli o tym zapomni, katecheza straci wymiar głoszenia, który prowadzi do wiary. Wiem, że to jest bardzo trudne, ale możliwe - podsumowuje zakonnik. Mocne konsekwencje - Chodzę do klasy maturalnej w jednym z bialskich liceów. Z katechezy szkolonej w mojej klasie zrezygnowała jedna osoba. Niestety, podczas naszych rozmów na temat religii, wielu moich rówieśników twierdziło, że chce wypisać się z tych zajęć, ponieważ, jak mówią, wolą mieć więcej czasu na odpoczynek lub przygotowywania do matury. Takie opinie, według mnie, są wynikiem zaburzonego systemu wartości, który kreuje dzisiejszy świat. Jako młodzi ludzie jesteśmy narażeni na wiele negatywnych bodźców napływających do nas z każdej możliwej strony. Matura jest bardzo ważna, ale nie zrezygnowałabym z lekcji religii na jej rzecz - zaznacza 17-letnia Karolina. Wypisanie z lekcji religii, o czym nie wszyscy wiedzą, niesie za sobą konkretne konsekwencje. Dziekan dekanatu wisznickiego ks. kan. Jan Pieńkosz podczas ogłoszeń zaznaczył, że „młodzież, która wypisała się z katechezy, nie ma prawa ubiegać się o dopuszczenie do bierzmowania i traci zdolność do pełnienia funkcji chrzestnego czy świadka bierzmowania”. Kapłan apelował do rodziców, by nie wypisywali dzieci z religii, bo kiedyś przed Bogiem przyrzekali wychować je po katolicku. Rezygnacja i co dalej? - Poruszając temat wypisywania z lekcji religii warto położyć dwa akcenty. Ten, kto nie chodzi na katechezę, nie otrzyma od katechety zaświadczenia potrzebnego w przypadku bierzmowania czy chrztu. Po drugie; uczniowie, którzy nie chodzą na religię, powinni brać udział w zajęciach z etyki. Szkoła ma obowiązek zapewnić im takie lekcje! Jeśli się nie odbywają, młodzi tracą część edukacji, pewne dobro, naukę jakiejś filozofii i wartości, które powinni otrzymać. To przykre, że z lenistwa własnego lub szkoły uczniowie są pozbawieni tego, co im się należy. Chciałbym też dodać, że nierzadko uczniowie, którzy deklarują się jako niewierzący, albo też pochodzą z takich rodzin, potrafią odnaleźć się na lekcji religii i wyciągnąć z niej konkretne dobro. Ich obecność nie jest kwestią jakiegoś przymusu. Także w ich przypadku katecheza może być czymś rozwijającym i poszerzającym horyzonty. Obecność takiej osoby uczy wzajemnego szacunku. Pokazujemy, że czyjaś niewiara nie skutkuje automatycznie ostracyzmem. Ze swojej praktyki katechetycznej w różnych szkołach pamiętam uczniów, którzy przychodzili na pierwszą lekcję religii, aby się z niej wypisać, a po 45 minutach obecności na katechezie zmieniali zdanie i przychodzili na kolejne zajęcia z resztą klasy. Z doświadczenia wiem, że dwie godziny, które ktoś zyskuje w wyniku rezygnacji z religii, nigdy nie są zyskiem - podsumowuje ks. Wojciech Bazan, prefekt KLO im. Cypriana Kamila Norwida w Białej Podlaskiej. AWAW opr. nc/nc
Coraz więcej odbieramy sygnałów o nieprawidłowościach w organizacji lekcji religii lub etyki w szkołach - przyznaje Kuratorium Oświaty w Rzeszowie. W jednym z rzeszowskich liceów ksiądz katecheta miał oświadczyć oniemiałym uczniom klasy maturalnej: "Jeśli którekolwiek z was ośmieli się «wypisać» z lekcji religii, to wyślę na niego list do kurii i będzie miał kłopoty z uzyskaniem śluby kościelnego“. Nie "wypisał" się nikt. To tylko jeden ze sposobów podwyższania "statystyki wiernych" w szkołach. Najpierw pojawiło się: "Niniejszym oświadczam, że mój syn/córka nie będzie uczestniczył/a w lekcjach religii", ale zostało oprotestowane przez samych rodziców. Bo to zmusza rodzica do deklaracji łamiącej konstytucyjne prawo do zachowania swojego wyznania w sferze prywatnej. Potem pojawiło się: "Oświadczam, że mój syn/córka będzie uczestniczył/a w zajęciach z religii organizowanych w szkole". Też nieśmiało oprotestowane i z tego samego powodu. Kolejne wariancje na ten sam temat zależne są od inwencji twórczej dyrekcji poszczególnych szkół: "Wyrażam wolę/nie wyrażam woli, aby moje dziecko uczestniczyło w lekcjach religii", "Deklaruję, aby mój syn/moja córka (imię i nazwisko dziecka) w roku szkolnym 2013/2014 uczeń/uczennica klasy... uczestniczył/uczestniczyła w lekcjach religii". Bez względu na kombinację słów każde z takich oświadczeń zmusza rodziców do deklaracji na temat ich i ich dzieci stosunku do religii. Monopol wymuszonyTeoretycznie rodzice mogą dla swoich pociech wybrać między lekcjami religii a lekcjami etyki, ale to wybór czysto teoretyczny. I nie wiadomo, czy bardziej przez niechęć dyrekcji szkół do dodatkowych obowiązków i wydatków związanych z organizowaniem lekcji etyki czy też przez lęk rodziców przed "grzechem zaprzaństwa". Wszak - szczególnie w małych środowiskach - rezygnacja z lekcji religii na rzecz etyki może być traktowana jako wyraz innowierstwa albo wprost - ateizmu. A to w tradycjonalistycznych środowiskach może wywołać ostracyzm. Skutek: w nielicznych podkarpackich szkołach prowadzone są lekcje etyki. Nawet Kuratorium Oświaty w Rzeszowie przyznaje, iż coraz częściej docierają do tej instytucji sygnały o nieprawidłowościach w organizacji lekcji religii lub etyki w szkołach. - Pisemne - tylko dwie skargi - precyzuje Mariola Kiełboń, rzecznik kuratorium. - Obie dotyczyły nieprawidłowości zbierania przez dyrektorów szkół informacji od rodziców lub od uczniów, mówiły o wymuszeniu deklaracji o rezygnacji z lekcji religii. Dyrektor nie dał w zamian propozycji zajęć z etyki. Zdecydowanie więcej jest zgłoszeń telefonicznych od pełnoletnich już uczniów szkół ponadgimnazjalnych, którzy sami mają prawo wyboru. Osiemnastolatki skarżą się, że dyrektorzy szkół zmuszają ich do podpisywania oświadczeń o rezygnacji z uczestniczenia w lekcjach A to jest nieprawidłowe - zapewnia Mariola Kiełboń. - Tak sformułowane deklaracje nie dają rodzicom prawa wyboru, co jest naruszeniem ministerialnego rozporządzenia. Zmuszają natomiast do deklaracji o tym, czy uczestniczy się w zajęciach z religii lub też rezygnuje z nich. To ma być życzenie wyboru przedmiotu, a nie negacja i na to w zastrzeżeniach zwracali uwagę rodzice. Ze zgłoszeń wynika też, że dyrektorzy szkół nie pytają o to, czy i którzy uczniowie chcą uczestniczyć w lekcjach etyki. Jeśli są pytania, to o uczestnictwo w lekcjach religii. Taka wieloletnia praktyka utwierdziła rodziców w przekonaniu, że to lekcja religii jest przedmiotem obowiązkowym, z którego można - i tylko na życzenie - zrezygnować, natomiast lekcja etyki - fanaberią, o którą należy się specjalnie starać. Jednak poważniejszy problem leży w sferze mentalnej. Rezygnacja z lekcji religii na rzecz lekcji etyki odbierana jest jako akt wrogi wobec dominującego w społeczeństwie katolicyzmu. Co mają robić niewierzący lub innowiercy? Mają wybór: albo wykazać się konformizmem, dokonać gwałtu na własnym sumieniu i posłać dziecko na lekcję religii, albo narazić się na ostracyzm środowiskowy. A czasem także rodzinny. - Telefonowała do nas matka jednego z dorosłych już uczniów szkoły ponadgimnazjalnej - opowiada jeden z pracowników rzeszowskiego kuratorium. - Skarżyła się, że jej syn się buntuje, nie chce chodzić na lekcję religii, a ona boi się, że będzie przez to napiętnowana wśród znajomych i współpracowników. I zapewnia, że nie jest to przykład jednostkowy. Ludzie boją się presji środowiska, szczególnie w niedużych, konserwatywnych środowiskach. Nie zawsze i nie wszędzie respektowana jest też zasada, że zajęcia z religii lub etyki organizowane są na pierwszych lub ostatnich godzinach lekcyjnego planu dnia. - Miało to służyć także temu, by ci z uczniów, którzy nie chcą brać udziału w tych lekcjach, nie byli "widoczni" dla rówieśników w klasie - wyjaśnia Mariola Kiełboń. Zasada ogólnopolska, wszędzie tak samo umotywowana, ale sugerująca, że niechęć do uczestniczenia w lekcjach religii może narażać na dyskryminację. Etyka traktowana nieetyczniePrzed dwoma laty aktywiści (wówczas) Ruchu Palikota próbowali 1 września pod jedną z rzeszowskich szkół publicznie przypomnieć zainteresowanym, że etyka ma takie samo prawo istnienia w szkole jak religia. Wówczas żadna z rzeszowskich szkół nie prowadziła zajęć z etyki. Przez dwa lata nic się nie Na początku września rodzice podpisują pismo, w którym rzekomo zwracają się z prośbą o zorganizowanie lekcji religii - opowiada dziś swoje doświadczenia Robert Smucz z rzeszowskiego koła Twojego Ruchu. - Pismo jest datowane na początek września, drukowane na szkolnej drukarce. Ja to pismo otrzymałem w połowie października, czyli w chwili, kiedy lekcje religii w szkole są zorganizowane od kilku tygodni, a prowadzone od półtora miesiąca. We wrześniu lub w październiku dorabiana jest tylko dokumentacja w postaci deklaracji rodziców, co ma usankcjonować decyzje już dawno podjęte przez dyrekcję szkoły. Przecież to czysta fikcja. Szkolna praktyka traktuje etykę nieco po macoszemu. Lekcje religii traktowane są jako zjawisko normalne; żeby uzyskać dla dziecka możliwość uczestniczenia w lekcjach etyki, rodzic musi ubiegać się o to oświadczeniem na piśmie. - Ale bywa, że wszystkie oświadczenia mają formę ustną - dodaje Mariola Kiełboń. - Kiedy jednak szkoła odmawia zorganizowania zajęć z etyki, trudno dociec, ile w istocie dzieci chciało z takich zajęć korzystać. To między innymi z tego powodu etyka jest obecnie w szkołach trudno dostępna. Nikt nigdy nie liczył, ilu uczniów Podkarpacia zdecydowało się uczestniczyć w lekcjach etyki. Wiadomo tylko, że takie zajęcia prowadzone były w zaledwie 22 szkołach województwa, a są to dane za rok szkolny 2012/13. Etyki uczono w trzech szkołach przemyskich, w dwóch w Krzeszowie, Piskorowicach, Harasiukach, Sanoku i Krośnie, poza tym - w Zarzeczu, Zawozie, Izdebkach, Obarzymie, Targowiskach, Jarosławiu, Stalowej Woli i w Bystrem. Na "etycznej" mapie Podkarpacia znalazł się jeszcze Tarnobrzeg i jego kolegium nauczycielskie. Gdzie i ilu uczniów uczy się etyki w bieżącym roku szkolnym - tego jeszcze nie wiadomo. W Rzeszowie spośród wszystkich szkół podstawowych i gimnazjalnych na lekcje etyki zdecydowało się... trzech uczniów. - Trzech gimnazjalistów - precyzuje Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta miasta. - Dla nich zorganizowane zostały międzyszkolne zajęcia w Zespole Szkół Gospodarczych. W bieżącym roku szkolnym w Tarnobrzegu nie znalazł się ani jeden uczeń (oficjalnie) skłonny, by zgłębiać etykę. - Na wniosek zainteresowanych rodziców zorganizowaliśmy międzyszkolne punkty katechetyczne dla zielonoświątkowców i Adwentystów Dnia Ssiódmego - uzupełnia Wojciech Malicki, dyrektor kancelarii prezydenta miasta. Kuratorium reagujeNie tylko narastające zastrzeżenia rodziców, ale także stanowisko minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej (lekcja etyki ma być, choćby dla jednego ucznia w szkole) kazało władzom oświatowym raz jeszcze przyjrzeć się problemowi. Wyniki ankiety przeprowadzonej przez podkarpackiego kuratora oświaty mówią, że na niemal 1700 podkarpackich szkół w 1382 rodzice skłaniani są do składania deklaracji o uczestniczeniu ich dzieci w lekcjach religii, a zaledwie w 539 - pytani o zainteresowanie lekcjami etyki. W połowie szkół uczniowie muszą składać deklaracje, że nie chcą uczestniczyć w zajęciach z religii lub etyki. W rzeszowskim kuratorium oświaty zapewniają, że nie brak kadr jest przyczyną, dla której tak trudno jest zorganizować lekcje etyki w szkole. - Na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjalnej takie lekcje może prowadzić każdy, kto ukończył studia humanistyczne i miał w programie studiów filozofię lub etykę - tłumaczy Mariola Kiełboń. - Na poziomie szkoły ponadgimnazjalnej to już musi być kierunkowe wykształcenie humanistyczne. Dotychczasowe wytyczne ministerialne mówią o tym, że lekcje etyki szkoła musi zorganizować, jeśli znajdzie się co najmniej siedmioro chętnych. Nowe rozporządzenie, które ministerstwo zamierza wprowadzić do szkół, wspomina już o grupie trojga chętnych. - To nie jest temat, o którym na Podkarpaciu ludzie między sobą chętnie rozmawiają, toteż rodzice zainteresowani tym, by ich dzieci uczestniczyły w zajęciach z etyki, a nie religii, nawet o sobie wzajemnie nie wiedzą - twierdzi Robert Susz. - Mam wiele sygnałów o niezadowoleniu z obecnej sytuacji, ale obstrukcji systemu oświaty jakoś nie są w stanie one pokonać.
rezygnacja z lekcji religii i etyki