A lato było piękne tego roku Źródło: Pieśń o żołnierzach z Westerplatte; Zobacz też: wojna, żołnierz; Kochanie moje, kochanie, dobranoc, już jesteś senna – i widzę Twój cień na ścianie, i noc jest taka wiosenna. Opis: wiersz napisany w obozie Altengrabow, 19 marca 1942 rok; Źródło: List jeńca; Zobacz też: dobranoc
(A lato było piękne tego roku.) I tak śpiewali: - Ach, to nic. Że tak bolały rany. Bo jakże słodko teraz iść
Było piękne tego roku. Uwielbiam ten moment w ogrodzie. Przełom lata i jesieni, gdy ogród obejmują w posiadanie wszechobecne pająki. Wtedy najpiękniej jest po deszczu. Albo o poranku, gdy rosa jeszcze nie uleciała do słońca w postaci pary wodnej. Ogród wygląda wtedy jak zaczarowany – lśni milionem diamencików.
A lato było piękne tego roku. I tak śpiewali: - Ach, to nic, że tak bolały rany, bo jakże słodko teraz iść na te niebiańskie polany. A na ziemi tego roku było tyle wrzosu na bukiety. W Gdańsku staliśmy jak mur, gwiżdżąc na szwabską armatę, teraz wznosimy się wśród chmur, żołnierze z Westerplatte. I ci, co dobry mają wzrok
W 1985 roku dorobiłem się Spectrum i zaczęła się inna dłubanina – trochę BASIC-a, trochę kodu maszynowego, trochę Pascala. Dwa miesiące wakacji 1986, a lato było piękne tego roku, zajęło mi pisanie Puszki Pandory, którą kiedyś dawno opisano w Co jest grane (nawet mapa była). Chemia, którą kiedyś hołubiłem, zaczęła
Lato było w pełni! Żółciło się żyto, zielenił owies, siano na zielonej łące ułożono w stogi, bocian chodził na długich, czerwonych nogach i paplał po egipsku; nauczył się bowiem tego języka od matki. Wokoło łąk i pól ciągnęły się wielkie lasy, a w lasach leżały głębokie jeziora - tak, na wsi było naprawdę
Lato było piękne tego roku. Dziękuję Anno za komentarz. Pozdrawiam. Annna2 2021-02-28 "A lato było piękne tego roku'. To Gałczyński. Wcześniej Bitwa Warszawska.
HMod1F. Kategoria/technikanie wybrano Malarstwo Olej Akryl Akwarela Gwasz Technika mieszana Design Fotografia Rysunek Instalacje Rzeźby Grafika Giclee Inkografia Serigrafia Abstrakcja Akt kobiecy Akt męski Architektura Czerwienie Erotyka Fantastyka Jedzenie Kobiety Ludzie Martwa natura Miłość Moda Motoryzacja Obrazy nowoczesne Pejzaż Podróże Przemysł Przygoda Religia Rozgrzewające kolory Świat Zwierzęta Obrazy na prezentnie wybrano Na ślub Dla kobiety Dla mężczyzny Dla dzieci Dla młodzieży Dla podróżników Dla smakoszy (jedzenie, kuchnia) Dla sportowców Dla miłośników zwierząt Dla miłośników przyrody Dla ceniących minimalizm Dla ceniących luksus (złocenia) Nagrodzone prace Wystawiane prace artystów 0 - 500 PLN 500 - 1000 PLN 1000 - 3000 PLN 3000 PLN i powyżej do 50 cm 50 cm - 79 cm 80 cm - 119 cm od 120 cm do 50 cm 50 cm - 79 cm 80 cm - 119 cm od 120 cm kolorowy obraz czarno-biały obraz biały obraz żółty obraz różowy obraz fioletowy obraz czerwony obraz błękitny obraz granatowy obraz zielony obraz szary obraz brązowy obraz czarny obraz Kierunki w sztucenie wybrano Abstrakcjonizm Art déco Ekspresjonizm Ilustracja Figuratywizm Impresjonizm Kubizm Malarstwo współczesne Minimalizm Młoda Sztuka Modernizm Nadrealizm Pop Art Portret Prymitywizm Realizm Street Art Surrealizm Symbolizm Sztuka ludowa Sztuka Poszukująca domyślnie po cenie rosnąco po cenie malejąco Filtruj „W swojej sztuce Wiktor Dyndo pozornie pokazuje nam Wschód, jaki znamy… zamachy bombowe, permanentna wojna z terroryzmem, wszechobecny motyw arafatki, ornamentyka muzułmańska. Jego prace nasuwają skojarzenia z orientalizmem, nurtem w kulturze europejskiej, który rozwijał się wraz z epoką nowoczesną, a swoje apogeum przeżywał w końcu XIX wieku. Skojarzenie to jest słuszne, acz mylnym byłoby określenie Dyndo jako kontynuatora orientalizmu. Zestawiając prace dziewiętnastowiecznych orientalistów z płótnami Dyndo od razu dostrzegamy ich przeciwstawną wymowę. O ile Wschód w dawnym malarstwie przeważnie jawi się jako starożytna Arabia Felix, o tyle w dzisiejszych obrazach Dyndo widzimy przede wszystkim obraz zagrożenia i obcości. Można by stwierdzić, że po 11 Września świat uległ przemianie i dziś mamy do czynienia z osławioną wojną cywilizacji, którą Dyndo jako malarz Wschodu przedstawia. Byłby to jednak trop mylny. Zasadnicza różnica między dawnymi orientalistami a sztuką Wiktora Dyndo tkwi w samej istocie obrazu. Orientaliści udawali się na Wschód, odtwarzali fascynujące ich, egzotyczne fragmenty tamtejszego świata, poddawali je estetyzacji i tworzyli z nich spójną wyidealizowaną narrację o odległej krainie szczęśliwości. Ich dzieła tworzyły obraz Wschodu w odbiorze Europejczyków, taki obraz jaki odpowiadał marzeniom i tęsknotom europejskich mieszczan. Z kolei punktem wyjścia dla Dyndo, są obrazy Wschodu jakie znamy z elektronicznych mediów, obrazy jakie obecne są w masowej wyobraźni. O ile orientaliści tworzyli fragmentaryczny obraz Wschodu, o tyle Dyndo odsłania fragmentaryzm i fałszywość tego obrazu, co uwydatnione jest przez minimalne używanie środków formalnych. A zatem w większym stopniu niż Wschód obrazy te przedstawiają nasze spojrzenie na Orient, które wciąż oparte jest na powierzchownych sądach i emocjach. Sztuka Wiktora Dyndo odsłania pewną istotną dla kultury zachodniej właściwość. Mianowicie obrazowanie Wschodu, bardziej aniżeli poznaniu go, służy nam do wyrażania masowych emocji, dawniej były to marzenia, dziś są to lęki”. Andrzej Pałys, kurator wystawy Nazwiska autorów: Wiktor Dyndo Kurator: Andrzej Pałys Data wernisażu: 2011-09-06 Godzina wernisażu: Czas trwania wystawy: Od: 2011-09-07 Do: 2011-09-21 Dane adresowe galerii: Nazwa galerii: Bocheńska Gallery Ulica: Ząbkowska Nr budynku: 27 / 31 E-mail: info@ Strona www: Godziny otwarcia galerii: wtorek - piątek: - sobota: - Bilety: wstęp wolny
Lecz nastroje minorowe, czyżbyśmy przeczuwali nadciągającą nieuchronnie katastrofę? O tym jest książka Marcina Zaborskiego, Jeszcze żyjemy. Lato' lektury dowiemy się, jak wygląda życie Polaków na moment przed wybuchem II wojny światowej. Co nas raduje i smuci? Jakimi sprawami żyjemy?A co wiedzieli i czuli ci, którzy wtedy-mimo wszystko-tańczyli, jechali po zdrowie do wód albo spokojnie spacerowali uliczkami nadbałtyckich kurortów? Jak opisywały im świat ukazujące się wtedy gazety? Co mogli usłyszeć w radiu?Autor dostarcza nam wartościowych informacji na temat ówczesnego społeczeństwa, kreśli tło historyczne. Pisze, w jaki sposób odpoczywamy, ale przywołuje też relację z pogrzebu Wojciecha Korfantego. Dziennikarz porusza tematy poważne i te mniej znaczące, sprawy znane i nieznane. Nie zapomina przy tym o przedwojennej etykiecie, dobrych mnie przyśpiewka: hulaj chłopcze, pókiś młody- rób panienkom śluby, a mężatkom bywa w Krynicy? Co czytają i czego słuchają rodacy? Co się dzieje w Gdańsku? Marcin Zaborski odtwarza kronikę kryminalną lata 1939 roku: samobójstwa, lincze i żerujący na złaknionych uczucia kobietach oszuści matrymonialni. Przyznaję, że doktor nauk humanistycznych wiernie oddaje atmosferę tamtych hałas, pękające w szwach kolejki podmiejskiej matrymonialni oszuści, nocne wyścigi nietrzeźwych kierowców. Prężenie muskułów w polskiej armii, dramatyczne sceny z Gdańska, dyplomatyczne zabiegi, które mają uchronić świat przed eksplozją wojennej zawieruchy. Nadzieja na to, że uda się jej uniknąć, przeplata się tu z przekonaniem o nieuchronności starcia, które już na zawsze zmieni że w tych rozważaniach każdy znajdzie coś dla siebie: krótkie szkice na temat mody, kultury, literatury wzbogacają naszą wiedzę.
andsol pisze... Godzinę temu byłbym bezradny słysząc pytanie: "co w 1939 roku miały wspólnego zakonnice z Anglikami?" Teraz z niedbałym machnięciem płetwy odpowiadam: "kopały rowy".Baaaardzo pouczające (o dzisiejszej prasie). 20 sierpnia 2011 03:32 Anonimowy pisze... @Baaaardzo pouczające (o dzisiejszej prasie).Dla kogo Andsolu, dla kogo? Obawiam się, że nie jest to powszechna konkluzja. U mnie wywołuje dziwny miszmasz smutku, przygnębienia i fatalistycznej czkawki. Chociaż wieśniak jest piękny. W zasadzie materiał na scenariusz. 20 sierpnia 2011 08:55 Wojciech Kubalewski pisze... "Centrala Chrześcijańskich Restauratorów", "Popłoch w Austrii" i "zapędy łapczywych spekulantów, zresztą prawie wyłącznie żydów" - to moi faworyci! Jeszcze bardziej wypada współczuć tym, którzy wiedzę o świecie czerpią z gazet (lepiej: z me[n]diów).Skąd to wytrzasnęliście?Wojciech Kubalewski 27 sierpnia 2011 19:27 Michał pisze... Wojtku wiedzę o tamtym świecie czerpać możemy wyłącznie z gazet, co i tak nie jest najgorszą opcją. Pomyśl o archeologach, którzy odtwarzają całe światy na podstawie zawartości grobów lub wychodków. AndSolu, to faktycznie wygląda jakby cała prasa przedwojenna była jednym wielkim "Faktem" lub "Superekspresem". Ale ja bym z tego nie czynił jakichś okoliczności łagodzących dla współczesności. Telemachu, mnie też przygotowanie tej notki napełniło przygnębiającym smutkiem. Do tego stopnia, że zrezygnowałem z jakiegokolwiek komentarza. Może jedynie trzeba przywołać to. Swoją drogą, jest też drugi ciekawy moment w prasie tych dni. Przypada on różnie, w Poznaniu około 9 września, w Krakowie w Warszawie pod koniec miesiąca. Prasa tuż przed i tuż pokapitulacyjna. Ktoś kiedyś zrobił prasówkę paryską pomiędzy ucieczką Napoleona z Elby a wkroczeniem do Paryża. Od potwora do Najukochańszego Cesarza w ciągu niespełna dwóch tygodni. U nas też się okazało, że Niemcy nie są aż tak krwiożerczy, kanclerz Hitler ma ludzkie odruchy, żołnierz polski bił się nadal dzielnie, ale wszelki opór nie ma już sensu, nasi wspaniali, gotowi sojusznicy zdradzili has podle i tchórzliwie a życie ulega normalizacji na podstawie zarządzeń komendantów wojskowych. I tylko Żydzi, jak zwykle, wszystkiemu winni. 28 sierpnia 2011 11:41 Nina pisze... Dziekuje za mozliwosc przeczytania tych historycznych artykulow. Rozmawialam dzisiaj z moim tatusiem ktory urodzil sie 16 pazdziernika 1023 roku i mial w 1939 roku tylko 16 lat. Na moja uwage ze obecne lato jest bardzo cieple i tez mamy wciaz bardzo cieply wrzesien, tatus stwierdzil ze: "w 1939 roku rowniez w Polsce bylo piekne cieple lato i bardzo ciepla jesien". Teraz wiem ze tatus bardzo dobrze pamieta lato i jesien 1939 roku, jak wynika z jednego z artykulow, 27 sierpnia bylo bardzo goraco, az 27 stopni, prawie upal. Serdecznie pozdrawiam. Nina 6 września 2011 00:42 aps pisze... Pozdrawiam Was :) Bardzo ciekawy materiał, z drugiej strony tak się zastanawiam, no co mieli pisać... a co do euro, to też się zgadzam, należąc do jednej z grup. aps. 10 września 2011 09:21 Michał pisze... Nina: Nawet nie wiesz, z iloma bliskimi osobami nie zdążyłem porozmawiać, a nawet jak zdążyłem, to nie miałem okazji dopytać o różne szczegóły. Pozdrowienia!aps: Andrzeju, na miły Bóg! Czy to musi być tak, jak z przedwojennych samouczków dobrego wychowania (np. Wielopolska): Na komentarz dobrze wychowana osoba odpowiada komentarzem na blogu komentującego w nieprzekraczalnym terminie 48 godzin, o ile oczywiście nie wypadają w międzyczasie święta kościelne i państwowe. Serdeczności! 10 września 2011 09:30
Jak możemy przeczytać we wstępie do tej książki wszyscy tak naprawdę czuli, że nadchodzi coś poważnego, coś co zmieni życie wielu. Ale mimo to życie w tych ostatnich przedwojennych miesiącach toczyło się w miarę normalnie. Autor stara się przybliżyć te chwile, które dotyczyły mieszkańców dużych aglomeracji oraz wsi. Jednych pochłaniają wakacyjne wyjazdy nad morze, inni flirtują w zatłoczonych uzdrowiskach, jeszcze inni biorą udział w konkursach na najpiękniej ukwiecony balkon. tak bardzo nie chcą wierzyć w to , że nadciąga wojenna pożoga, która zmieni ich życie na rozdziały poświęcone są sytuacjom zaprzątającym uwagę Polaków. I mamy tu choćby katastrofę kolejową w okolicy Konstancina, gdzie zapełniony do granic możliwości pociąg podmiejskiej kolei wilanowskiej zderzył się z jadącym tym samym torem innym składem. jak można się domyślić rannych i ofiar jest mnóstwo. Oczywiście i wtedy nastąpiło przerzucanie winy za katastrofę z jednych na drugich,a efektem było zlikwidowanie tej innym rozdziale przenosimy się nad morze, gdzie jak i obecnie tłoczno i gwarno. A i pogoda również kaprysiła. Na podstawie przytaczanych fragmentów z gazet wychodzących w tamtym czasie możemy poczytać o cenach w kurortach nadmorskich, przyprawiających ówczesnych o ból głowy ( tak jak w tym roku). Widać także, które miejscowości są modne i gdzie warto bywać. Do ciekawostek można zaliczyć obowiązującą modę, która wzbudzała wiele kontrowersji jeśli chodzi o kolory i jak i obecnie miasta borykały się z brakiem estetyki objawiające się swego rodzaju dowolnością w dbaniu o swoje posesje. Razi to niektórych stąd to odezwy do mieszkańców odnośnie używanych materiałów. Także wtedy konflikty wywoływały urządzane imprezy i zbyt głośno słuchana płaszczykiem takich prostych i banalnych wręcz problemów pojawiają się także już te poważne związane z coraz bliższą wojną. Organizowane są szkolenia dla mieszkańców dotyczące pierwszej pomocy, ogłaszane zbiórki odpadów, z których można odzyskać potrzebne surowce. Przygotowano także listy zarówno środków medycznych jak i żywności, które powinny być w każdym domu na wypadek czytałam tę książkę to nasuwała mi się myśl, że tak naprawdę niewiele nas różni od tamtego lata. Wciąż borykamy się tak jak ówcześni z brakiem kultury, drożyzną, nietolerancją. Obecnie jest mowa o anomaliach klimatycznych, a i wtedy ludzi trapiły ulewy i huragany. Wtedy przygotowywali się do wojny z Niemcami a teraz walczymy z wrogiem w postaci wirusa. Widoczne każde pokolenie musi zderzyć się z czymś trudnym aby coś się zmieniało w nas.
AUTOR: Jarosław Marek Rymkiewicz TYTUŁ: Rozmowy polskie latem roku 1983 WYDAWNICTWO: Świat Książki LICZBA STRON: 240 Biorąc do ręki książkę Jarosława Marka Rymkiewicza pt.: Rozmowy polskie latem roku 1983, miałam nadzieję, że autor choć na chwilę uwolni mnie od codziennej rzeczywistości i pokaże, jak wyglądało nieznane mi z autopsji polskie lato 1983 roku. Pisarz jak zwykle mnie nie zawiódł. Co więcej, oprócz pięknego letniego krajobrazu, poruszył jeszcze wiele innych ciekawych kwestii, ale o tym za chwilę. Rymkiewicz znany jest odbiorcom głównie jako poeta, który bez wątpienia opiera się w swojej twórczości na wzorcach klasycystycznych. Przez ponad pół wieku swojej pracy pisarskiej dał się poznać również jako znakomity eseista i dramaturg. To chyba właśnie dzięki tym gatunkom jest on stale popularny wśród czytelników. Warto jednak zauważyć, że Rymkiewicz napisał również dwie powieści. Jedną z nich są wspomniane przeze mnie Rozmowy polskie latem roku 1983. Druga natomiast pt.: Umschlagplatz zawiera refleksje nad symboliką miejsca zagłady Żydów z getta warszawskiego. Dziś już wiem, że po lekturze Rozmów polskich…, nie odmówię sobie przyjemności przeczytania również drugiej powieści Rymkiewicza. Czym właściwie są Rozmowy polskie…? Z pewnością jest to powieść skonstruowana w dość niezwykły sposób. Oparta poniekąd na tytułowych rozmowach pomiędzy różnymi postaciami, poniekąd na refleksjach głównego bohatera i narratora - pana Mareczka, jest ciekawym splotem z pozoru nieprzystających do siebie tematów. Z jednej strony mamy w tej książce spostrzeżenia dotyczące ówczesnego życia społeczno-politycznego w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, które związane są głównie z amnestią dla działaczy „Solidarności”. Z drugiej zaś spotykamy na kartach książki wiele nawiązań historyczno-ludowych, które ściśle wiążą się z miejscem akcji powieści, tj. terenami Suwalszczyzny. A przy tym wszystkim roi się w tej książce od refleksji egzystencjalnych i nawiązań do literatury. I jak to wszystko połączyć? Myślę, że nie trzeba tego robić. Czytając kolejne strony, mimowolnie chłoniemy te różnorodne wątki i zupełnie nie zwracamy uwagi na to, czy łączą się one w jedną spójną całość. Otwierając książkę Rymkiewicza, trafiamy do Polski, w której komuniści dławią działalność Michnika czy Wałęsy, a zwykli obywatele tracą nadzieję na zmiany ustrojowe*. Wydarzenia polityczne stanowią tło tej hybrydycznej powieści i przeplatają się z zupełnie błahymi czynnościami dnia codziennego bohaterów, jak np. łowienie ryb lub raków w pobliskim jeziorze. Pan Mareczek – narrator i główny bohater powieści- przyjeżdża z Warszawy nad jezioro Wigry, by spędzić wakacje na łonie natury. Z jednej strony chce odpocząć, z drugiej znaleźć inspirację do napisania powieści. Wędruje po okolicy z XIX-wieczną książką Wędrówki po guberni Augustowskiej w celu naukowym odbyte w ręku i dokonuje zestawienia opisu z rzeczywistością, która go otacza. Zastanawia się, jak wyglądało przed wiekami życie ludzi na tych terenach i co z tamtych czasów przetrwało do dziś. Te obserwacje budzą w Mareczku refleksje nad tym, co przyszłe pokolenia będą wiedziały o ludziach żyjących w 1983 roku. Bohater próbuje więc opisać najlepiej jak potrafi wszystko, co wydaje mu się ważne dla potomnych. Jednak kolejne próby spełzają na niczym. Mareczek zdaje sobie sprawę, że język nie jest w stanie w pełni utrwalić obrazu świata. Ta gorzka prawda powoduje, że nasz bohater mając świadomość ulotności chwili, postanawia chłonąć rzeczywistość wszystkimi zmysłami. Poza tymi spostrzeżeniami związanymi z wyjątkowym momentem w dziejach historii Polski, odnajdziemy w książce Rymkiewicza również wiele refleksji bardzo indywidualnych. To nie przypadek, że naszym narratorem jest Mareczek. Postać ta nie tylko otrzymała imię autora, ale stanowi również jego alter ego. Ten prawie pięćdziesięcioletni bohater przeżywa w powieści kryzys wieku średniego. Prowadzi rozmowy z diabłem pod postacią Księcia Psuja, który kusi go obietnicami stosunku seksualnego z pięknymi turystkami. Mareczek mimo wszystko, nie ulega pokusom i rezygnuje z kolejnych propozycji Psuja. Przy tym wszystkim nasz narrator zauważa również luki we własnej pamięci. Próbuje odtworzyć obraz Suwalszczyzny z lat młodości i dostrzega, że jego wspomnienia opierają się tylko na kilku błahych szczegółach. To wszystko powoduje u niego załamanie. Nie ma pomysłu na fabułę kolejnej książki. Buduje tylko krótkie opowieści na podstawie suwalskich legend, a potem ożywia ich bohaterów i przeprowadza z nimi dysputy, które ostatecznie do niczego nie prowadzą. Tak oto spędza wakacje Mareczek, mężczyzna, który bez wahania mógłby być symbolem wszystkich pisarzy żyjących w czasach PRL-u. Niemoc twórcza i niepewność przyszłych losów kraju budziły w nich przecież frustrację i poczucie beznadziei. Dlatego też poszukiwania inspiracji były dla tych artystów- podobnie jak dla Mareczka- próbą chwilowej ucieczki od szarej socjalistycznej rzeczywistości. Najciekawszy według mnie aspekt Rozmów polskich latem 1983 roku związany jest z rolą dorobku kultury, a ściślej literatury polskiej, która była wówczas dla Polaków jednym z istotnych filarów polskości. Mareczek, jak na pisarza przystało, jest znakomicie obeznany w najznamienitszych polskich dziełach, z których najwyżej ceni mickiewiczowskiego Pana Tadeusza. Jego styl oparty na utrwaleniu wyjątkowości każdego istnienia, jest dla naszego bohatera niedoścignionym wzorem do naśladowania. Pan Mareczek widzi w nim jednak nie tylko drobiazgowość, ale także „ducha narodu”. Inne nawiązania do poezji barokowej czy romantycznej są niemal kalką zainteresowań samego autora powieści. Trudno zatem o bardziej przesiąkniętego poglądami twórcy bohatera, niż sam Mareczek. Powieść Rymkiewicza to lektura pojemna. Podejmuje o wiele więcej wątków, niż te, które tu poruszyłam. Pozorny chaos tego tekstu sprawia, że wciąż idziemy krok w krok za słowami narratora, który nieustannie nas zaskakuje. Niejednolita forma powieści wcale nie odstrasza czytelnika, a nawet budzi jego zainteresowanie. Po przeczytaniu kolejnych stron, właściwie dochodzimy do przekonania, że „w tym szaleństwie jest metoda”. Ku takiemu stwierdzeniu skłania nas także przesiąknięty humorem język powieści. To chyba właśnie on czyni z Rozmów polskich… bardzo atrakcyjną pozycję, przed przeczytaniem której nie sposób się powstrzymać. Polecam, więc powieść Rymkiewicza każdemu, kto lubi podczas lektury czuć się zaskakiwany, rozbawiany i pouczany zarazem. *Opis tych wydarzeń na kartach Rozmów polskich… przyczynił się do wyrzucenia Rymkiewicza z pracy w Polskiej Akademii Nauk i spowodował, że książka ta była początkowo wydawana w II obiegu.
a lato było piękne tego roku